Sztama

Bum! Stało się! Jesteś w drugiej ciąży i za moment do twojego jedynaka dołączy brat albo siostra. I nieważne, czy decyzja o pojawieniu się nowego członka rodziny od początku była oczywista, czy może trochę się nad tym zastanawialiście, rozważając wszystkie (już znane) za i przeciw - wizja twoich dzieci razem jawi ci się tylko w różowych kolorach.



Że bawić się będą razem kulturalnie i pokojowo.
Że sprawiedliwie dzielić zabawkami.
Że ustępować sobie i czekać na swoją kolej.
Że pomagać...

Bla bla bla. :)

W tej landrynkowej stylistyce utrzymują cię sytuacje pt. "Mamo, a kiedy dzidziuś będzie z nami? Bo ja za nim już tak tęsknię", albo "Mamo, już nie mogę doczekać się braciszka, chcę się z nim bawić". Uśmiechasz się błogo i myślisz, jak to będzie cudownie, gdy dwa twoje aniołki w końcu się spotkają. Sielanka, wata cukrowa i orzeszki. :)

W jakimś odurzeniu hormonalnym zapominasz o relacji ze swoim rodzonym bratem lub siostrą w dzieciństwie, gdy...
Szarpaliście się o to, kto pierwszy pojeździ na rowerze.
Wyzywaliście od głupków z byle powodu.
Rzucaliście w siebie kamieniami, gdy zabrakło argumentów w kłótni o długi kijek, którego nijak nie dało się podzielić.

Dziś, będąc mamą dwójki, łkam w skrytości serca na myśl o swojej naiwności, głupocie i hurraoptymizmie.
Bo miała być sielanka, a są:
Wieczne kłótnie o to, kto pokoloruje ten sam obrazek.
Awantury o rozwaloną wieżę z klocków.
Chryje o zrzucone ze schodów pluszaki.

I tysiące innych dramatów a'la kochające się inaczej rodzeństwo. Przerywanych spaniem albo jedzeniem. Mogłabym napisać, że jeszcze życie ratują mi bajki, ale zanim je włączymy, muszę przetrwać przepychanki słowne podczas doboru animowanego repertuaru. Także tak.

Jednak któregoś wieczoru nastąpił przełom. Wspólna kąpiel przebiegła spokojnie, nie jak zwykle wśród wrzasków, że ten ją ochlapał, a ta nie chce oddać mu jego motorówki. Cisza, harmonia, ani razu nie biegłam na górę do łazienki, by zażegnać jakiś konflikt.

A gdy Hania zawołała mnie do pokoju, żeby pokazać, jak po raz pierwszy pomogła ubrać Frankowi piżamę, pomyślałam "Wow! To jednak jest możliwe. Oni się naprawdę kochają. Będę się wspierać, lubić i szanować, jak na rodzeństwo przystało. Teraz już będzie wspaniale. Sztama do końca życia".

I tak, pierdząc serduszkami, zawędrowałam do łazienki, żeby spuścić wodę z wanny i pozbierać porozrzucane na podłodze ubrania.
Uśmiechałam się pod nosem, aż do momentu, gdy moim oczom ukazało się TO!


Ściana naprzeciw wanny upstrzona różnej wielkości kulkami mokrego papieru toaletowego! Cała powierzchnia wyglądała jak cel w walce na śnieżki! Plus zalana podłoga oraz rozwinięta i umoczona w wodzie srajtaśma i pływające w wannie resztki białego "puchu".
Tak, chciałam, żeby moje dzieci współpracowały ze sobą. Tak, chciałam, żeby moje dzieci miały wspólne cele i potrafiły je zgodnie realizować. Tak, chciałam, żeby moje dzieci, bawiąc się, potrafiły obyć się bez rękoczynów i agresji słownej...
Ale to miała być siostrzano-braterska sztama, a nie sojusz pt. "Jak uprzykrzyć życie naszej matce"! :)








2 komentarze:

  1. Cudowna historia!😂 Tak to już z rodzeństwem jest, że w stanie permanentnej wojny rozejm tymczasowy następuje tylko wtedy, gdy coś wspólnie nabroją i chcą to ukryć przed rodzicami. Wiesz, ja miałam trzy młodsze siostry i wydawać by się mogło, że dziewczyny będą się ze sobą lepiej zgadzać niż rodzeństwo mieszane. A myśmy się tłukły, że czasem aż wióry leciały! Więc to po prostu prawidłowość ewolucyjna ;-) Na szczęście prędzej czy później to mija. Pewnie sama o tym wiesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj wiem, bardzo dobrze :) ja mam młodszą siostrę i momentami też nie było różowo, ale dziś to moja najlepsza przyjaciółka :) od złości do miłości i w drugą stronę :D

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 RYŚKA DOMOWA , Blogger