Wszystko co kocham, czyli z wizytą w Grantchester

Pamiętacie serial o łebskim wikarym, rozwiązującym zagadki kryminalne? Rzecz działa się w tytułowym miasteczku Grantchester, położonym 100 km na północ od Londynu. I oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy tam nie pojechali i nie sprawdzili na własne oczy, czy jest ono tak malownicze jak na ekranie telewizora. :) A przy okazji, zupełnie przez przypadek odkryliśmy miejsce, do którego na pewno będziemy wracać (choćby tylko w myślach:).



Najpierw ciekawostka - wiecie, że w sąsiadującym z Cambridge Grantchester mieszka najwięcej laureatów Nagrody Nobla na świecie? To byli i obecni wykładowcy pobliskiego uniwersytetu.
A samo miasteczko... Urocze, ale widzieliśmy już angielskie miejscowości, które jakoś bardziej skradły nasze serca. Ale znaleźliśmy kilka domów jak z obrazka. :) Co dokumentuję na poniższych... obrazkach. :)








To co wyróżnia Grantchester to fakt, że leży ono nad rzeką Cam. Gdy oglądałam serial moją uwagę szczególnie zwracały te sceny, które kręcone były właśnie nad wodą. Wyjątkowo malownicze.
Dzień był słoneczny, a dzieciaki zaskoczone pogodą zwariowały na widok łąki i szybko zaległy na trawie, organizując tym samym nieplanowany piknik. ;)


















A potem, spacerując brzegiem meandrującej rzeki, trafiliśmy do kwitnącego sadu. Widok był niesamowity: wśród drzew, skąpanych w bało-różowych kwiatach i słońcu, rozstawione były stoliki i leżaki. Jak dla mnie - raj! Oczywiście raz-dwa zajęliśmy miejsca, pan mąż, jak na samca przystało :),  zajął się zdobywaniem pożywienia tzn. postał w kolejce dobre kilkanaście minut i zamówił nam pyszny obiad. I kiedy już go zjedliśmy i rozłożyliśmy się na naszych leżakach, przymknęłam oczy,  zrobiłam szybki bilans i stworzyłam swoją definicję szczęścia... Tomek drzemał, dzieciaki biegały zajęte swoimi sprawami, słońce grzało przyjemnie. Najbliżsi, natura, święty spokój i obiad. :) I jestem chodzącą miłością! :) To chyba w sumie nie tak wiele... :)











To miejsce, w którym pławiłam się w szczęśliwości to The Orchard. Nie dość, że urokliwe, to jeszcze z bardzo ciekawą historią i wieloletnią tradycją. Drzewa zostały posadzone w 1868, a miejsce spopularyzowała grupa studentów z Cambridge, którzy postanowili pijać swoją herbatę nie na trawniku przed domem, jak to było do tej pory przyjęte, a w ogrodzie wśród drzew owocowych właśnie. Ten zwyczaj szybko się przyjął wśród innych studentów, wykładowców, turystów i mieszkańców Grantchester.  To tu później spotykała się tzw. The Grantchester Group w składzie:  Rupert Brook (poeta), Virginia Woolf (pisarka), John Maynard Keynes (ekonomista), E. M. Forster (pisarz), Bertrand Russell (filozof, logik, matematyk), Augustus John (malarz) i Ludwig Wittgenstein (filozof).  Dziś w tym miejscu stoi pawilon z tablicą upamiętniającą ten fakt. A poniżej zdjęcie z tamtych lat. W sumie niewiele się zmieniło...



I na koniec - kościół, w którym, między innymi, kręcone były odcinki serialu "Grantchester". 



I choć była to niedziela wikarego Sidneya Chambersa nie spotkaliśmy... :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 RYŚKA DOMOWA , Blogger