Ale jaja!

Ale jaja!


Wiem, wiem - do Wielkanocy zostało jeszcze trochę czasu, dokładnie trzy tygodnie, ale to już chyba najwyższa pora skrzyknąć, po rocznej przerwie, sztab organizacyjny, który ogarnie nadchodzące święta. Trzeba wszak skomponować menu, zrobić dekoracje, zaprosić i wyposażyć zająca. No, ogólnie masa roboty. Żeby potem nie latać z wywieszonym językiem i nie robić wszystkiego na ostatnią chwilę, już teraz powoli szukam różnych pomysłów. I regularnie zaglądam na Pinterest. Dziś trochę zdjęć, które skradły moje serce. Zaczynamy, a jakże, od jajek!

Czerwone rękawiczki

Czerwone rękawiczki

Nie wszyscy wiedzą, że niektóre części dziecięcej garderoby prowadzą swoje sekretne życie.
Takie skarpetki na przykład. Kupuje człowiek komplet czterech par, każda inna i tylko do swojej połówki i po kilku użyciach otrzymuje skarpetkowe single - w biało-granatowe paski, z kremową piętą, gładkie niebieskie. Oraz jedne sparowane. Domatorki pewnie.


Co robić w takiej sytuacji? Czekać. Wszystkie prędzej czy później (wyszumiwszy się) wracają. Znajdziecie je, niby przypadkiem, na dnie kosza z brudami, pod komodą, we wnętrzu odkurzacza. Wiadomo, co, w czasie nieobecności w naszym domu, robią. Powstała na te temat praca naukowa pt. "Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek. (Czterech prawych i sześciu lewych)". Nie będę jej tu streszczać, ale polecam do dokładnego zapoznania się. :)

Zimową porą swoje sekretne życie prowadzą również czapki i rękawiczki. 
Hanka ma dwie czapki i, uwierzcie mi, one pracują na zmiany! Normalnie mają wcześniej ustalony między sobą grafik dyżurów! Bo jak wytłumaczyć fakt, że gdy znika ta różowa z pomponem, to cudem odnajduje się ta szara z warkoczami? A gdy na nic zdają się poszukiwania tej szarej, to zza kanapy wyskakuje ta różowa? Przypadek? Nie sądzę! 
Gdy jedna dzielnie stoi na straży Hankowej głowy, druga... No, właśnie... Nie wiem, jeszcze co robi ta druga, ale z pewnością dobrze się bawi, bo odnaleziona, ma na przykład urwany pompon! Heloooł, to musi być jakaś grubsza impreza!

W ślady czapek idą rękawiczki... Te czerwone ostatnio tak poszalały...
Ale od początku... Znając już skłonność zimowych akcesoriów do zabawy w "pojawiam się i znikam" zaopatrzyłam dziecko w dwie pary rękawiczek. Bo przecież nie ze mną te numery! Zabawa zabawą, ale dziecko ręce ciepłe mieć musi. Sama we wtorek założyłam na Hanine rączki czerwone rękawice. A potem odebrałam dziecko ze szkoły "orękawiczone" :). Rękawiczki wrzuciłam do wózka i spacerkiem wróciłyśmy do domu, nie podejrzewając najgorszego!

Gdy w środę rano jak zwykle szykowałam Hanię do szkoły, zorientowałam się, że czerwone rękawiczki zniknęły! Oho, pomyślałam, wykorzystały sytuację i zwiały! Zrobiłam dobrą minę do złej gry i założyłam te różowe, które Hanka triumfalnie odnalazła kilka dni wcześniej na boisku szkolnym. (Grafik!) :)

O sprawie chwilowo zapomniałam. Jednak gdy w środę szłam odebrać ze szkoły Hanię, dojrzałam z daleka majaczące czerwone coś na skrzynce z przyciskiem przy przejściu dla pieszych, wiedziałam, że czerwone rękawiczki próbują wrócić do bazy. Po prostu zaczaiły się na mnie w miejscu, gdzie na pewno je dojrzę! 1 500 metrów od naszego domu!
Zachowałam kamienną twarz, zgarnęłam ją do kieszeni, rozglądając się, czy przypadkiem druga jej połowica nie czyha gdzieś w pobliżu skruszona i gotowa do powrotu. Nie. To nie był jeszcze jej czas! Widocznie jedna noc to dla niej za mało, by dać upust szaleństwu.
Dobra nasza, pomyślałam i pobiegłam po Hankę gotowa obwieścić jej radosną nowinę.

Potem był czwartek, po czwartku, jak to najczęściej bywa, piątek. Sprawa rękawiczek została przyćmiona milionem ważniejszych katastrof i dramatów (dziura w szkolnych rajstopach Hani, zgubiona piłka itp.).

W sobotę szliśmy w gości i chciałam upiec ciasto. Takie pyszne czekoladowe, z wgłębieniem, do którego wkłada się masę z mascarpone i kremówki, a na wierzch nonszalancko rzuca owoce leśne. No, mówię Wam, niebo w gębie! (Czy tylko mnie właśnie cieknie ślinka?:D)

W każdym razie.

Oczywiście czegoś niezbędnego do upieczenia tego pysznego ciasta mi zabrakło i musiałam gnać do do sklepu. Mamy tu jakieś 5 minut drogi od domu supermarket, więc wzięłam ze sobą Hanię i poleciałyśmy po 300 g gorzkiej czekolady. I możecie nazwać to nerwicą natręctw, ale zawsze do tego Sainsburego idę w określony, ten sam, sposób. Najpierw jedną stroną ulicy (przechodzę zawsze w tym samym miejscu), a wracam drugą.

No i gdy do domu wracałam zaopatrzona w czekoladę, starym zwyczajem przeszłam na drugą stronę ulicy w sobie tylko znanym miejscu. Pokonałam kilka metrów i nagle coś mnie tknęło. Zupełnie irracjonalnie. Jakby ktoś lub coś mówiło, że koniecznie muszę spojrzeć za siebie. Odwróciłam się, cofnęłam kilka kroków i co leżało na płocie przy chodniku?
Tam-dam-dam-dam!
Rękawiczka! Czerwona!
Dokładniejsze oględziny potwierdziły moje przypuszczenia! To była TA czerwona rękawiczka! Dezerterka! Postanowiła dać się nam odnaleźć!
Po czterech dniach! Dwieście metrów od domu, tuż obok za zakrętem. :)

Czy maczało w tym palce UFO albo Illuminaci? A może David Copperfield?
Pewnie nigdy się nie dowiem. Pozostaje mi tylko mieć się na baczności i czekać na kolejne wybryki czapek i rękawiczek. Ale to już w następnym zimowym sezonie. Albowiem żegnamy rękawice, czapy, kozaki i kurtki i witamy WIOSNĘ! :) Hej!


Blogerzy polecają się!

Blogerzy polecają się!

Odkąd bawię się w blogowanie, upływający czas odmierzam nie tylko urodzinami najbliższych i zmieniającymi się porami roku, ale również odbywającą się corocznie akcją Share Week Andrzeja Tucholskiego! :) Trochę się wygłupiam, bo to dopiero moja druga edycja, ale nie wyobrażam sobie, żebym mogła nie polecić swoich ulubionych blogów, jak to zrobiłam w zeszłym roku. Jeśli jesteście ciekawi, kogo poleca Ryśka Domowa, to zapraszam!



Lubię

Lubię

Lubię malować paznokcie. Najlepiej na czerwono.
Brzęczące bransoletki na nadgarstku mojej ręki.
Wystroić się na specjalny wieczór w sukienkę i "nos przypudrować" lubię.


RYŚKOMENDACJE  #1

RYŚKOMENDACJE #1

Cześć! Od dziś na blogu będą się pojawiały posty podsumowujące każdy upływający miesiąc pod kątem tego, co przykuło naszą uwagę i jest godne polecenia - filmy, książki, seriale, miejsca w sieci, wystawy, płyty, koncerty...
Luty właśnie odchodzi w zapomnienie, zatem - voilà - prezentuję pierwszy wpis w ramach nowego cyklu pod roboczą nazwą RYŚKOMENDACJE. :) Jedziemy!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 RYŚKA DOMOWA , Blogger