O tym, jak życie zatoczyło koło

Jest luty - są narty! Wiadomo. :) W tym roku zarzuciliśmy poszukiwania nowej miejscówki i wróciliśmy w dobrze znane kąty. Gdzie?





Do Les Brevières, wioski położonej we francuskich Alpach na wysokości 1550 m n.p.m. Maleńkiej, urokliwej. Tomka przygoda z nartami zaczęła się kilkanaście lat temu właśnie tu i trwa do dziś. W zeszłym roku dopuściliśmy się małej zdrady, ale w tym sezonie znowu odwiedziliśmy stare śmieci. :)











Pierwszy raz byliśmy tu razem sześć lat temu. To były moje początkowe tygodnie w ciąży z Hanią. I głupio się przyznać, ale w tym błogosławionym stanie zakładałam narty, wsiadałam na wyciąg krzesełkowy, jadący do wyżej położonego Les Boisses i zjeżdżałam piękną łagodną trasą.










Moje myśli nie wybiegały wtedy jeszcze tak bardzo naprzód i nawet przez głowę mi nie przeszło, że dokładnie sześć lat później tą samą trasą, zaledwie po czterech dniach w szkółce narciarskiej, śmigać będzie Hania. Już nie w moim brzuchu, ale na swoich nartach. Pewnie, odważnie, śmiało. 




A Franek? Dostał swoje małe plastikowe narty i dzielnie w nich maszerował. A najdzielniejszy to już był wtedy, gdy całą drogę do hotelu, czyli jakieś 15 minut, niósł je sam, nie pozwalając na żadną pomoc.  Wywołując uśmiech na twarzach wszystkich mijanych narciarzy i "cywilów". :) 







Les Brevières, do zobaczenia za rok!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 RYŚKA DOMOWA , Blogger