Prezentowe hity

Wiecie, jak to z tymi prezentami jest. Jedni cały rok myślą, czym by tu obdarować najbliższych na gwiazdkę, chcą odgadnąć ich pragnienia i trafić w dziesiątkę, spełniając najskrytsze marzenia. I nieźle się przy tym bawią.
Inni robią zakupy "za pięć dwunasta", miotają się do ostatniej chwili i kupują... skarpetki. :)




Ale chyba wszyscy zgodnie podczas rozpakowywania podarków robimy dobrą minę! :) To znaczy jedni skaczą ze szczęścia szczerze i z wdzięczności dla przenikliwości świętego Mikołaja, inni z grzeczności, a potem prezent idzie w świat i zdarza się że zupełnie niechcący... wraca do nas! :)

U nas w rodzinie mistrzynią takich prezentowych rozgrywek jest babcia Zosia, życiowa minimalistka, która zawsze twierdzi, że niczego nie potrzebuje, a swoje prezenty chowa głęboko w szafie, by czekały na lepsze czasy, albo na kolejną okazję do obdarowania nimi kogoś innego. :)

Yes, yes, yes!
Przed Świętami, jak co roku, z czasopism, telewizji i Internetu wylewało się morze podpowiedzi i propozycji prezentowych dla niezdecydowanych. A ja dziś chcę Wam napisać o podarunkach, które my dostaliśmy i były strzałami w dziesiątkę. 

FRANEK - piramida z kolorowych pudełek



Nie od dziś wiadomo, że dziecku do zabawy wystarczy pudełko. Już ono będzie wiedziało, co z nim zrobić. Czy zamieni w szybką brykę, czy schowek, to już kwestia jego wyobraźni. 
Te kolorowe pudełka też pozostawiają pole dla dziecięcej inwencji. Można zbudować z nich wieżę, most, układać mur od największego do najmniejszego klocka... Ile dzieci tyle pomysłów i zastosowań. Złożone jeden w drugi zajmują mało miejsca i łatwo je przechowywać. 
Szczerze? Wolę, żeby Franio budował wieże z tych lekkich klocków niż ze słoików z ogórkami i puszek z groszkiem, jak mu się już zdarzało pod moją chwilową nieobecność... Zawalenie budowli nie grozi katastrofą!

Do kupienia tu.

HANIA - gra planszowa "Pełny kurnik"




Hicior bez dwóch zdań. Hania uwielbia i chce grać, kiedy tylko mamy wolną chwilę. Jakieś planszówki przewinęły się przez nasz dom, ale żadna nie zrobiła takiej furory jak ta. Gra dla 2-4 osób. Każdy z graczy otrzymuje planszę z grzędami dla kur i musi nazbierać pełen kurnik. Po drodze oczywiście bonusy i przeszkody. Pięcioletnia Hanka daje radę, szybko zapamiętała zasady. Świetny pomysł na wspólne spędzanie jesiennych i zimowych wieczorów oraz weekendowych poranków. Przy okazji pretekst do dyskusji na temat tego, że nie zawsze się wygrywa (eh te dziecięce fochy i frustracje :)) i zasad fair play. Polecam!

RYŚKA - "Belgravia" Julian Fellowes



To książka, o którą poprosiłam w liście do Mikołaja zwabiona jakąś recenzją. Gdy część rodziny poszła na pasterkę, a inni do łóżek, ja zwinęłam się na kanapie w kłębek i zaczęłam czytać. Książka tak mnie wciągnęła, że przez resztę Świąt zastanawiałam się, jak tu opuścić towarzystwo i wrócić do lektury. :) 
Pozycja pewnie bardziej dla kobiet, bo główny wątek dotyczy, a jakże, romansu. :) Choć ja polecałam tę książkę mężowi, ale Jego nie liczę jako typowego faceta, bo przeczytał serię o Rozlewisku. :)

Londyńskie dziewiętnastowieczne salony. Losy dwóch rodzin z różnych warstw społecznych splatają się nierozerwalnie. Ciekawa intryga, mocno zarysowani bohaterowie, świetnie oddane realia ówczesnego życia. Autor jest scenarzystą serialu "Downton Abbey" i oskarowego "Gosford Park". 
Co prawda, nie udało mi się jej przeczytać "ciurkiem", jak bym sobie tego życzyła, ale połknęłam ją w tydzień, a dla mnie ostatnio to naprawdę wielki sukces. :)

TOMEK - "Swing Christmas & The City"




Przed Bożym Narodzeniem i w trakcie, by poczuć ten wyjątkowy klimat, lubimy słuchać świątecznych kawałków. I nie mam tu na myśli tylko "Last Christmas" wałkowanego od początku listopada. :) Moją ulubioną płytą w tym czasie jest "Christmas" Michaela Bublé. Ale już wiem, że teraz żadne nasze święta nie obejdą się bez składanki "Swing Christmas"! Człowiek słucha i na sercu robi mu się cieplej! :) Wspaniałe, klimatyczne kawałki ze złotego okresu swingu i jazzu. Wystarczy wymienić Elvisa Presleya, Nat "King" Cole'a, B. B. Kinga czy Doris Day. Słucham i już tęsknię za Świętami...




2 komentarze:

  1. Jak Hanulka jeszcze trochę podrośnie, to polecam Wam planszówkę "Farmer". Tu już potrzebna jest umiejętność liczenia i sumowania, ale gra jest genialna. W świetlicy szkolnej, gdzie pracowałam, absolutny numer jeden wśród gier. Nawet szkolny turniej gry w "Farmera" zorganizowaliśmy. Ja dostałam dwie książki, mój mąż sam dokonał wyboru, bo wie, co lubię: Yaa Gyasi "Droga do domu" i Christina Baker Kline "Sieroce pociągi". Ale jeszcze się za nie nie zabrałam. Czytam książkę z biblioteki "Ksiądz Paradoks" Magdaleny Grzebałkowskiej o ks. Janie Twardowskim. Fascynująca opowieść! Mój mąż dostał na Gwiazdkę dwie książki o tematyce górskiej, bo bardzo lubi: "Everest. Na pewną śmierć" Becka Weathersa i "Kukuczka" Dariusza Kortko i Marcina Pietraszewskiego. A Róziadło dostało wiele różności, ale najbardziej przypadła jej do gustu książka "Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek" Justyny Bednarek. Jeśli jeszcze nie znacie, polecam, bo jest rewelacyjna! Wróciliście już do UK? My wciąż w Kotlinie Kłodzkiej zasypani śniegiem i przyduszeni smogiem, ale pięknie jest :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja uważa, że książka to w ogóle zawsze jest najlepszy prezent! :) o skarpetkach słyszałam, ale jeszcze ich nie mamy, tzn. tylko te w komodzie ;) w ostatnia niedziele wieczorem wydobylismy wszytskie nasze planszowki i gralismy po kolei, jak leci :) to jest superpomysl na rodzinne spedzanie czasu, a jak mowisz, im dzieci wieksze, tych mozliwosci wiecej i wiecej. my juz w uk (hanki szkola dyscyplinuje nas bardzo), a wam to dobrze. nie zalapalismy sie niestety na snieg w tym roku, wiec zazdroszcze zimy z prawdziwego zdarzenia ;) pozdrowienia dla waszej trojeczki! :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 RYŚKA DOMOWA , Blogger