Placek dla leniuszków

Placek dla leniuszków

Nie od dziś wiadomo, że w wielu życiowych kwestiach nic nie działa lepiej niż sugestie, podpowiedzi i rekomendacje innych. Z pierwszej ręki. O najlepszej w okolicy fryzjerce dowiadujesz się od znajomej znajomej, która właśnie wparadowała na plac zabaw z z lśniącym i mistrzowsko zafarbowanym włosem.




O miłej, młodej, biuściastej i profesjonalnej dentystce opowiada kuzyn Michał. A o najlepszym na świecie kremie do stóp, naprawiającym roczne zaniedbania w tydzień, nawija bez przerwy przyjaciółka.

U nas, w rodzinnym babskim gronie tradycją jest przerzucanie się sprawdzonymi przepisami na różne kulinarne pyszności. Przepis na sałatkę z brokułami "przyniesie" z pracy ciocia Wandzia, a tatar z łososia zarekomenduje siostra po spotkaniu w koleżeńskim gronie.

A o tym cieście słyszę co chwilę od mojej mamy. Że pyszne, że łatwe, że do wszystkiego. I gdy ostatnio chodziła za mną Hania i prosiła wciąż i wciąż, żebyśmy coś razem upiekły, przypomniałam sobie o tym przepisie. Mimo maminych zapewnień, że jest super, jeszcze go nie wypróbowałam. Uznałam że najwyższa pora. Efekt? Hanka była szczęśliwa, że upiekłyśmy w końcu jakieś ciasto, a ja, że okazało się ono rzeczywiście rewelacyjne.

Ponoć jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Ale to nijak się ma do tego placka! :) Jest naprawdę bajecznie prosty, a  efekt wow gwarantowany. Chwila i zrobione! Jeśli, podobnie jak ja, wolicie czas przeznaczyć na coś innego niż stanie przy garach, to koniecznie je wypróbujcie! :)

POTRZEBUJECIE:
  • 4 jajka
  • 1 szklankę cukru
  • cukier waniliowy
  • 3 szklanki mąki (2 szklanki krupczatki i 1 szklanka pszennej mąki)
  • 1 szklankę oleju
  • 1 szklankę mleka
  • 3 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

1. Jajka, zwykły cukier i waniliowy miksujemy razem przez ok. 5 minut.
2. Do masy dodajemy pozostałe składniki i ponownie miksujemy.
3 Ciasto pieczemy w dużej formie w 150 st. przez 45-50 min.


To ciasto podstawowe. A co z nim zrobimy dalej, zależy od nas. Można do niego wrzucić sezonowe owoce (porzeczki, śliwki), a potem upieczone ciasto posypać cukrem pudrem. Można je też przełożyć kremem, posypać kruszonką. My z Hanią przygotowałyśmy letnią wersję z czerwonymi porzeczkami (trochę dorzuciłyśmy do surowego ciasta), a upieczone i wystudzone zalałyśmy jedną galaretką z dodatkową porcją porzeczek. Na noc do lodówki i volià! :) 

Mój Londyn

Mój Londyn

Cześć! Jak Wam mija lipiec? :) U nas zmiana planszy i wyczekiwane wakacje! I choć piszę do Was z Polski, to dziś przewrotnie zapraszam Was jeszcze na chwilę do Londynu.



RYŚKOMENDACJE #5

RYŚKOMENDACJE #5

Dziś jak zwykle ryśkowy miszmasz: będzie o fryzurach, serialu i jedzeniu. A na dobry początek zabieram Was w miejsce, które wygląda i pachnie nieziemsko. Ryśkomendacje czas zacząć!




1. MAYFIELD LAVENDER FARM




Fioletowe wzgórze widać z daleka. Gdy jest się już blisko, w powietrzu unosi się charakterystyczny zapach. A gdy schylisz się nad krzakami lawendy, usłyszysz tysiące pszczół! Niecałe 15 mil od centrum Londynu znajduje się gospodarstwo, Mayfield Lavender Farm, w którym uprawia się lawendę. Miejsce jest otwarte dla zwiedzających od czerwca do połowy września. 

Widok ciągnących się setki metrów fioletowych pól jest niesamowity! A spacer wśród kwitnącej lawendy jak senne marzenie! :)
Na miejscu można kupić lawendowe pamiątki: olejki eteryczne, odświeżacze do powietrza, spraye do pościeli, mydło i wiele innych. 
Przekąski i napoje do nabycia w klimatycznych food truckach. Spróbujcie koniecznie lawendowej lemoniady i marchewkowych muffinek. Coś pysznego!

1 Carshalton Road, Banstead SM7 3 JA
WSTĘP: 
dorośli - 1 funt
dzieci i młodzież poniżej 16 r.ż. - za darmo
Farma otwarta jest codziennie w godz. 9.00-18.00
Jeśli możecie, unikajcie weekendów - tłumy!
P.S. O tym cudnym miejscu powiedziała mi Ula - dzięki, Mała! :)





2. ALEX GABOURY
Szukając jakiejś efektownej, ale łatwej do zrobienia fryzury na wielkie wyjście, odkryłam, że w sieci jest mnóstwo filmów instruktażowych na temat układania i dbania o włosy. Nie bardzo się wcześniej tym interesowałam, bo mój stały repertuar fryzurowy to koński ogon, warkocz, luźny kok. Bardzo rzadko noszę rozpuszczone włosy, bo po prostu mi przeszkadzają.
Wśród morza, lepszych i gorszych, polskich i zagranicznych, tutoriali szczególnie polubiłam Alex Gaboury, piękną kanadyjską vlogerkę. Każda fryzura w jej wykonaniu wydaje się dziecinnie prosta, a efekt olśniewający. A łatwym do zrobienia i efektownym upięciem, które znalazłam właśnie u niej,  jest to:


I jeszcze koniecznie sprawdźcie, jak zrobić te trzy cudne kucyki:





3. ANNE WITH AN "E"




Historia gadatliwej, elokwentnej Ani o rozbuchanej do granic możliwości wyobraźni to jedna z tych, które towarzyszyć mi będą już zawsze. Coraz częściej też chodzi za mną myśl, że może to już pora, by z tą powieścią zaznajomić Hanię. Serię o Ani Shirley, sierocie przygarniętej przez rodzeństwo Cuthbert, czytałam z zapartym tchem jako nastolatka, a potem wielokrotnie do niej wracałam. Uwielbiam też ekranizację z, cudowną w roli Ani, Megan Follows.

A ostatnio zaczęłam oglądać nową serialową wersję na Netflix. I jestem oczarowana! Po pierwsze Amybeth McNulty - nie mogę pisać o niej inaczej jak tylko w zachwytach! To dla mnie idealne ucieleśnienie książkowej Ani. Jest dokładnie taka, jak sobie ją wyobrażałam, czytając powieść. Piegowata, z lekko poczochranymi rudymi warkoczami. Żadna piękność, raczej obraz nędzy i rozpaczy. Młoda aktorka gra doskonale, nie można od niej oderwać wzroku!
Do tego przepiękne, zapierające dech w piersiach, zdjęcia trochę surowego krajobrazu wyspy Księcia Edwarda.
Wspomnieć jeszcze muszę o ciężarze emocjonalnym tej netflixowskiej ekranizacji - prawie każdy do tej pory odcinek przepłakałam. Nie wiem, czy to dlatego, że jako dorosła osoba bardziej uświadamiam sobie tragedię tego dziecka, czy po prostu kładzie się tu większy nacisk na to, jak trudna w gruncie rzeczy jest historia Ani. To nie jest lekka i rozrywkowa opowieść jak wersja powieści z Megan Follows, gdzie postawiono zdecydowanie na komizm.
Jedyne to co mi się nie podoba, to momentami pozmieniane wątki. Niepotrzebnie!

4. LITTLE HUNGRY LADY


Od jakiegoś czasu, zupełnie naturalnie, z mojego jadłospisu ubywa mięsa. Nigdy nie byłam wielką fanką tegoż (w pamięci mam wygrzebywanie z podawanej przez mamę na śniadanie kiełbasy kulek tłuszczu), a teraz dochodzą również kwestie etyczne. Zupełnie bezwiednie zaczęłam szukać pomysłów na wegetariańskie dania. Już kiedyś pisałam Wam o blogu jadlonomia.com i książce Marty Dymek, a teraz namiętnie odkrywam bloga Little Hungry Lady.


Tytułowa głodna dama to Monika, "ostro zakręcona na punkcie zdrowego żywienia" wegetarianka. Na Jej blogu znajdziecie masę przepisów na pyszne i nieskomplikowane dania z warzywami w roli głównej. Do tego dużo tekstów na temat zdrowego odżywiania, pielęgnacji, reportaże z podróży i recenzje restauracji. Polecam bardzo! Pojawiające się posty na polubionym fanpage'u na Facebooku sprawiają, że momentalnie robię się głodna! :)

5. PLACEK NIEMIECKI
Zdarzają Wam się takie dni, że w okolicy południa głód dopada Was znienacka, obezwładnia i ciągnie w kierunku lodówki, co kończy się wyjadaniem sera pleśniowego zagryzanego ogórkiem kiszonym maczanym w majonezie? :)


Mnie tak. To znaczy zdarzało się do niedawna, ostatnio staram się do kwestii swojego odżywiania się podchodzić bardziej rozsądnie. Wszędzie napotykam informacje o tym, że żadne zrywy dietetyczne ani drastyczne rewolucje żywieniowe nie zastąpią nam zbilansowanej diety. Pięć niewielkich posiłków dziennie co trzy godziny, zero podjadania, wyeliminowanie cukru. To podstawa zdrowej diety. Staram trzymać się tych zasad, efektów na wadze jeszcze nie widzę, ale na pewno nie chodzę głodna i przestała męczyć mnie zgaga - wpychanie w siebie wszystkiego co popadnie, gdy jesteśmy "na głodzie" zdecydowanie jej sprzyja.
Szukam zatem pomysłów na tych pięć posiłków i ostatnio moim odkryciem jest pieczony placek, do którego można dodać chyba wszystko, na co ma się ochotę. To jedna z jego zalet. Oprócz tego przygotowuje się go kilka chwil i świetnie smakuje.

POTRZEBUJEMY
  • 2 jajka
  • 1/4 szklanki mleka
  • 2 łyżki mąki
  • 2 łyżki świeżej bazylii (plus kilka listków do przybrania)
  • łyżka roztopionego klarowanego masła
  • kilka koktajlowych pomidorków
  • sól, świeżo mielony czarny pieprz

WYKONANIE
1. Nagrzewamy piekarnik do 190 st. i smarujemy masłem formę do pieczenia.
2. Jajka, mleko, masło i przyprawy mieszamy razem w misce, a na koniec dodajemy mąkę.
3. Do masy dodajemy bazylię i wylewamy do formy. Na wierzchu układamy przekrojone pomidorki.
4. Placek wstawiamy do piekarnika i pieczemy aż wierzch się zarumieni.

I już! Dobrze smakuje z jogurtem greckim (jeśli dodamy do niego trochę czosnku, będzie pysznie), i salsą. Można zmienić bazylię na kolendrę, pietruszkę czy koperek, dodać kozi ser albo cheddar. Możliwości jest sporo, trzeba po prostu dodać swoje ulubione smaki! :) Świetny na lunch albo kolację.

TAPETA NA LAPTOPA
Na koniec jeszcze tapeta na lipiec, którą już udostępniłam na Facebooku, ale jeszcze raz dla tych, którzy może nie widzieli. Kliknij na "Pobierz" i zainstaluj na swoim komputerze. :)




Buscot Park

Buscot Park

To będzie opowieść o tym, że w życiu nie ma przypadków. :) Pamiętacie nasze ostatnie wakacje na kempingu pod Oxfordem? Planując nam czas, miałam nadzieję, że w pobliżu znajduje się jakieś miejsce należące do National Trust, którego jeszcze nie zwiedziliśmy (o NT pisałam tu).


To ja połowię!

To ja połowię!

- A może nad rzekę pojedziemy? - rzuciłam od niechcenia w sobotni poranek, zerkając za okno i przeczuwając, za pomocą aplikacji w telefonie,  ładną pogodę.


RYŚKOMENDACJE #4

RYŚKOMENDACJE #4

Trochę spóźnione, ale są! Urlopowa końcówka maja spowodowała mały poślizg w publikacji Ryśkomendacji, jednak szybko nadrabiamy. :) Dziś kilka ciekawych miejsc w sieci, rękodzieło i tradycyjnie serial. Zapraszam!


1. MAKRAMA
Nie wiem, jak to znalazłam, ale czuję, że maczał w tym palce Pinterest. :) Makrama to znana już w starożytności sztuka wiązania sznurków. Nie potrzebujemy drutów ani szydełek. Wystarczą nasze palce i znajomość kilku podstawowych węzłów. Przy większej wprawie można wyczarować mnóstwo cudownych rzeczy - począwszy od kolczyków, poprzez kwietniki, a skończywszy na huśtawkach. Wielość zastosowań makramy naprawdę zdumiewa. Mnie najbardziej podobają się ścienne dekoracje. Zobaczcie!















W sieci można znaleźć mnóstwo wskazówek i filmów instruktażowych na temat makramy. Próbowałam trzech podstawowych węzłów i nie jest to bardzo skomplikowane. Marzy mi się taka plecionka wisząca nad naszym łóżkiem w sypialni. Zrobiona własnoręcznie, oczywiście! :) 

2. GRACE AND FRANKIE
To serial, który sprawia, że wstając rano, nie mogę doczekać się wieczoru - wtedy zasiadamy z Tomkiem na kanapie i włączamy Netflix. :)


Grace Hanson i Frankie Bergstein. Ich mężowie to wieloletni wspólnicy, one nie bardzo za sobą przepadają. Jednak w wyniku splotu życiowych, niezbyt przyjemnych, okoliczności różne, jak ogień i woda, kobiety, muszą zamieszkać razem.

Grace, poukładana i akuratna była businesswoman oraz Frankie, szalona i nieobliczalna artystka. Mimo początkowej niechęci stają się dla siebie wsparciem i z czasem zostają przyjaciółkami, a potem partnerkami w biznesie.


Serial, mimo lekkiej komediowej konwencji, porusza poważne tematy - chyba każdy odcinek trzeciej serii wywoływał u mnie łzy. Do tego świetne role Jane Fondy i Lily Tomlin (która początkowo mnie irytowała, ale z czasem zaczęłam ją uwielbiać - to taka Phoebe Buffay kilkadziesiąt lat później) i galeria kapitalnych postaci - dwie córki Grace (zwariowana Brianna i poukładana Mallory) i dwóch synów Frankie - Bud i Coyote. Plus byli, niezbyt wierni, mężowie. Mnóstwo śmiesznych sytuacji i dialogów. Jeśli dodam, że twórczynią "Grace i Frankie" jest Marta Kauffman (tak, ta od "Przyjaciół") wszystko stanie się jasne. 



3. WEMAN.PL


Lubicie inteligentne, wartościowe wywiady? Ja też! :) Dlatego chcę polecić Wam magazyn weman.pl, w którym przeczytacie świetne rozmowy tylko z mężczyznami. Dwie dziennikarki -  Anna Jastrzębska i Monika Sobień - przepytują panów "z pierwszych stron gazet i tych, których warto odkryć". Naprawdę polecam! Do tego przepiękne sesje zdjęciowe. Warto!

4. ELEMENT ŻEŃSKI


A teraz coś o paniach i dla pań. My, kobiety, wciąż rozmawiamy ze sobą o kosmetykach. A to o nowej supertrwałej pomadce, a to o kremie do stóp działającym cuda. Prawie wszystkie rozmowy z moją siostrą zaczynają się lub kończą na pogaduszkach o urodowych specyfikach. Na stronie element żeński jest podobnie. Znajdziecie tu dziewczyńskie rozmowy o sposobach pielęgnacji i polecanych kosmetykach. Ale też o tym, kiedy czujemy się piękne i dlaczego. Ciekawe wywiady ze znanymi i mniej znanymi kobietami. Plus fajne, niewystylizowane i nie przerobione photoshopem zdjęcia. Jeśli chcecie wiedzieć, jak o siebie dbają Małgorzata Halber, Anna Dziewit Meller albo Zuza Krajewska, zajrzyjcie na stronę. Okazuje się, że rozmowy o kremach na zmarszczki, balsamach do ciała czy lakierach do paznokci wcale nie uwłaczają intelektualistkom. :)

5. KRISTINA KUZMIC
Jest taka mama, która macierzyńskie rozterki i udręki potrafi zamienić w superdawkę śmiechu. Dzięki Niej rodzicielska codzienność, która często daje nam mocno w kość, staje się mniej straszna. Tą mamą jest Kristina Kuzmic. Uwielbiam Jej słuchać i na Nią patrzeć, uwielbiam Jej poczucie humoru, zdolności aktorskie i inteligencję. Jeśli czasem macie dosyć swoich dzieci, siebie w roli mamy i codziennej rodzicielskiej rutyny - obejrzyjcie Kristinę, na pewno poczujecie się lepiej. :) Moje ulubione filmy poniżej. :)










Sztama

Sztama

Bum! Stało się! Jesteś w drugiej ciąży i za moment do twojego jedynaka dołączy brat albo siostra. I nieważne, czy decyzja o pojawieniu się nowego członka rodziny od początku była oczywista, czy może trochę się nad tym zastanawialiście, rozważając wszystkie (już znane) za i przeciw - wizja twoich dzieci razem jawi ci się tylko w różowych kolorach.


Rowerem nad rzeką Wey

Rowerem nad rzeką Wey

Mówiłam Wam już, że uwielbiam maj? :) I choć zieleń oszałamia, to jakoś niskie temperatury tej wiosny już nie za bardzo. Ale... Ale trafiła nam się cudowna niedziela, obfitująca w ciepło, słońce, zieloność, rzekę i... rowery! 


RYŚKOMENDACJE #3

RYŚKOMENDACJE #3

Czy Wy też macie wrażenie, że czas galopuje jak szalony? Przecież dopiero co podsumowałam marzec, a już dziś jestem tu z kwietniowymi Ryśkomendacjami. Kogo my tu mamy... Tym razem sporo wyjątkowych kobiet. :) 


Wszystko co kocham, czyli z wizytą w Grantchester

Wszystko co kocham, czyli z wizytą w Grantchester

Pamiętacie serial o łebskim wikarym, rozwiązującym zagadki kryminalne? Rzecz działa się w tytułowym miasteczku Grantchester, położonym 100 km na północ od Londynu. I oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy tam nie pojechali i nie sprawdzili na własne oczy, czy jest ono tak malownicze jak na ekranie telewizora. :) A przy okazji, zupełnie przez przypadek odkryliśmy miejsce, do którego na pewno będziemy wracać (choćby tylko w myślach:).



Ryśkowa twórczość własna - plakaty na Wielkanoc!

Ryśkowa twórczość własna - plakaty na Wielkanoc!

Dziś będzie krótko i konkretnie. Domyślam się, że część z Was jest już w szale świątecznych przygotowań. Na liście sprzątanie, gotowanie i dekoracje. Niestety okien Wam nie umyję, nie upiekę też baby. Ale przygotowałam coś, co pomoże w stworzeniu wielkanocnej atmosfery w Waszych wnętrzach. Jeśli tylko macie na to ochotę. :)


RYŚKOMENDACJE  #2

RYŚKOMENDACJE #2

Zgodnie z zapowiedzią zjawiam się dziś z kolejnym wpisem z cyklu Ryśkomendacje. Kwiecień zaczął się na dobre, więc pora na podsumowanie marca. Jesteście ciekawi, co w zeszłym miesiącu podbiło nasze serca? :) Zaczynamy!


Ale jaja!

Ale jaja!


Wiem, wiem - do Wielkanocy zostało jeszcze trochę czasu, dokładnie trzy tygodnie, ale to już chyba najwyższa pora skrzyknąć, po rocznej przerwie, sztab organizacyjny, który ogarnie nadchodzące święta. Trzeba wszak skomponować menu, zrobić dekoracje, zaprosić i wyposażyć zająca. No, ogólnie masa roboty. Żeby potem nie latać z wywieszonym językiem i nie robić wszystkiego na ostatnią chwilę, już teraz powoli szukam różnych pomysłów. I regularnie zaglądam na Pinterest. Dziś trochę zdjęć, które skradły moje serce. Zaczynamy, a jakże, od jajek!

Czerwone rękawiczki

Czerwone rękawiczki

Nie wszyscy wiedzą, że niektóre części dziecięcej garderoby prowadzą swoje sekretne życie.
Takie skarpetki na przykład. Kupuje człowiek komplet czterech par, każda inna i tylko do swojej połówki i po kilku użyciach otrzymuje skarpetkowe single - w biało-granatowe paski, z kremową piętą, gładkie niebieskie. Oraz jedne sparowane. Domatorki pewnie.


Co robić w takiej sytuacji? Czekać. Wszystkie prędzej czy później (wyszumiwszy się) wracają. Znajdziecie je, niby przypadkiem, na dnie kosza z brudami, pod komodą, we wnętrzu odkurzacza. Wiadomo, co, w czasie nieobecności w naszym domu, robią. Powstała na te temat praca naukowa pt. "Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek. (Czterech prawych i sześciu lewych)". Nie będę jej tu streszczać, ale polecam do dokładnego zapoznania się. :)

Zimową porą swoje sekretne życie prowadzą również czapki i rękawiczki. 
Hanka ma dwie czapki i, uwierzcie mi, one pracują na zmiany! Normalnie mają wcześniej ustalony między sobą grafik dyżurów! Bo jak wytłumaczyć fakt, że gdy znika ta różowa z pomponem, to cudem odnajduje się ta szara z warkoczami? A gdy na nic zdają się poszukiwania tej szarej, to zza kanapy wyskakuje ta różowa? Przypadek? Nie sądzę! 
Gdy jedna dzielnie stoi na straży Hankowej głowy, druga... No, właśnie... Nie wiem, jeszcze co robi ta druga, ale z pewnością dobrze się bawi, bo odnaleziona, ma na przykład urwany pompon! Heloooł, to musi być jakaś grubsza impreza!

W ślady czapek idą rękawiczki... Te czerwone ostatnio tak poszalały...
Ale od początku... Znając już skłonność zimowych akcesoriów do zabawy w "pojawiam się i znikam" zaopatrzyłam dziecko w dwie pary rękawiczek. Bo przecież nie ze mną te numery! Zabawa zabawą, ale dziecko ręce ciepłe mieć musi. Sama we wtorek założyłam na Hanine rączki czerwone rękawice. A potem odebrałam dziecko ze szkoły "orękawiczone" :). Rękawiczki wrzuciłam do wózka i spacerkiem wróciłyśmy do domu, nie podejrzewając najgorszego!

Gdy w środę rano jak zwykle szykowałam Hanię do szkoły, zorientowałam się, że czerwone rękawiczki zniknęły! Oho, pomyślałam, wykorzystały sytuację i zwiały! Zrobiłam dobrą minę do złej gry i założyłam te różowe, które Hanka triumfalnie odnalazła kilka dni wcześniej na boisku szkolnym. (Grafik!) :)

O sprawie chwilowo zapomniałam. Jednak gdy w środę szłam odebrać ze szkoły Hanię, dojrzałam z daleka majaczące czerwone coś na skrzynce z przyciskiem przy przejściu dla pieszych, wiedziałam, że czerwone rękawiczki próbują wrócić do bazy. Po prostu zaczaiły się na mnie w miejscu, gdzie na pewno je dojrzę! 1 500 metrów od naszego domu!
Zachowałam kamienną twarz, zgarnęłam ją do kieszeni, rozglądając się, czy przypadkiem druga jej połowica nie czyha gdzieś w pobliżu skruszona i gotowa do powrotu. Nie. To nie był jeszcze jej czas! Widocznie jedna noc to dla niej za mało, by dać upust szaleństwu.
Dobra nasza, pomyślałam i pobiegłam po Hankę gotowa obwieścić jej radosną nowinę.

Potem był czwartek, po czwartku, jak to najczęściej bywa, piątek. Sprawa rękawiczek została przyćmiona milionem ważniejszych katastrof i dramatów (dziura w szkolnych rajstopach Hani, zgubiona piłka itp.).

W sobotę szliśmy w gości i chciałam upiec ciasto. Takie pyszne czekoladowe, z wgłębieniem, do którego wkłada się masę z mascarpone i kremówki, a na wierzch nonszalancko rzuca owoce leśne. No, mówię Wam, niebo w gębie! (Czy tylko mnie właśnie cieknie ślinka?:D)

W każdym razie.

Oczywiście czegoś niezbędnego do upieczenia tego pysznego ciasta mi zabrakło i musiałam gnać do do sklepu. Mamy tu jakieś 5 minut drogi od domu supermarket, więc wzięłam ze sobą Hanię i poleciałyśmy po 300 g gorzkiej czekolady. I możecie nazwać to nerwicą natręctw, ale zawsze do tego Sainsburego idę w określony, ten sam, sposób. Najpierw jedną stroną ulicy (przechodzę zawsze w tym samym miejscu), a wracam drugą.

No i gdy do domu wracałam zaopatrzona w czekoladę, starym zwyczajem przeszłam na drugą stronę ulicy w sobie tylko znanym miejscu. Pokonałam kilka metrów i nagle coś mnie tknęło. Zupełnie irracjonalnie. Jakby ktoś lub coś mówiło, że koniecznie muszę spojrzeć za siebie. Odwróciłam się, cofnęłam kilka kroków i co leżało na płocie przy chodniku?
Tam-dam-dam-dam!
Rękawiczka! Czerwona!
Dokładniejsze oględziny potwierdziły moje przypuszczenia! To była TA czerwona rękawiczka! Dezerterka! Postanowiła dać się nam odnaleźć!
Po czterech dniach! Dwieście metrów od domu, tuż obok za zakrętem. :)

Czy maczało w tym palce UFO albo Illuminaci? A może David Copperfield?
Pewnie nigdy się nie dowiem. Pozostaje mi tylko mieć się na baczności i czekać na kolejne wybryki czapek i rękawiczek. Ale to już w następnym zimowym sezonie. Albowiem żegnamy rękawice, czapy, kozaki i kurtki i witamy WIOSNĘ! :) Hej!


Blogerzy polecają się!

Blogerzy polecają się!

Odkąd bawię się w blogowanie, upływający czas odmierzam nie tylko urodzinami najbliższych i zmieniającymi się porami roku, ale również odbywającą się corocznie akcją Share Week Andrzeja Tucholskiego! :) Trochę się wygłupiam, bo to dopiero moja druga edycja, ale nie wyobrażam sobie, żebym mogła nie polecić swoich ulubionych blogów, jak to zrobiłam w zeszłym roku. Jeśli jesteście ciekawi, kogo poleca Ryśka Domowa, to zapraszam!



Lubię

Lubię

Lubię malować paznokcie. Najlepiej na czerwono.
Brzęczące bransoletki na nadgarstku mojej ręki.
Wystroić się na specjalny wieczór w sukienkę i "nos przypudrować" lubię.


RYŚKOMENDACJE  #1

RYŚKOMENDACJE #1

Cześć! Od dziś na blogu będą się pojawiały posty podsumowujące każdy upływający miesiąc pod kątem tego, co przykuło naszą uwagę i jest godne polecenia - filmy, książki, seriale, miejsca w sieci, wystawy, płyty, koncerty...
Luty właśnie odchodzi w zapomnienie, zatem - voilà - prezentuję pierwszy wpis w ramach nowego cyklu pod roboczą nazwą RYŚKOMENDACJE. :) Jedziemy!


Storczyki odczarowane

Storczyki odczarowane

Wybraliśmy się do Kew Gardens. Mieszkamy blisko, mamy całoroczną kartę przyjaciół KG, więc gdy nie mamy innych pomysłów, po prostu jedziemy do Królewskich Ogrodów. Uwielbiam to miejsce o każdej porze roku, kiedyś pisałam o tym tu.
Przed wyjściem z domu zajrzałam tylko szybko na ich stronę, żeby sprawdzić, co teraz "na tapecie". Festiwal storczyków. OK, pomyślałam, może być. Jednak to, co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Granola szyta na miarę

Granola szyta na miarę

Dla jednych brzmi pewnie jak nazwa egzotycznego państwa. No, może nie jak San Escobar, ale połączenie Grenady i Angoli! :) Dla innych dobrze znana, oswojona i o poranku często gości na stole. Granola. U nas w domu nikt nie może się jej oprzeć!


Już nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy usłyszałam to dziwnie brzmiące słowo. Czy była to rubryka kulinarna Tessy Capponi-Borawskiej w "Twoim Stylu", czy może migawka jakiegoś programu Nigelli Lawson? W każdym razie zapamiętałam je i przy najbliższej okazji sprawdziłam. Aaaa -  pomyślałam, to jest to co kupuję i jem na śniadanie. Wtedy zaczęłam robić ją sama, bo zrobienie jej to łatwizna (czy ja zawsze to mówię przy przepisach?:)). 

W granoli piękne jest to, że można ją skomponować według własnych preferencji i zachcianek. Podstawą są górskie płatki owsiane. Bardzo zdrowe. A potem możemy dodać orzechy, pestki, suszone owoce. Jakie? To właśnie pole do popisu dla nas. Nerkowce? Włoskie czy laskowe? Pestki dyni czy słonecznika? A może migdały? Rodzynki, morele a może żurawina? Ilu ludzi, tyle pomysłów na granolę. My lubimy wszystko i granolę robię zwykle z tego, co mam w kuchni. Czasem dodaję tylko rodzynki, czasem mam jeszcze suszoną żurawinę i wiśnie. Raz jest na bogato, innym razem trochę bardziej ubogo. :) Ale zawsze pysznie!

Jak zrobić granolę
Potrzebujecie:

  • płatki owsiane (zwykle daję dwa kubki)
  • orzechy (włoskie, pekan, laskowe)
  • pestki dyni, słonecznika, sezam
  • suszone owoce
  • coś co połączy suche składniki np. miód, syrop klonowy, syrop z agawy

Celowo nie podaję dokładnych proporcji, bo sami decydujemy ile i czego chcemy dodać. 

Płatki, orzechy, pestki wsypujemy do miski. Mieszamy i dodajemy to, co ma za zadanie połączyć  naszą granolę - miód, syrop z agawy lub klonowy.
Konsystencja powinna być kleista i gęsta.
Mieszankę wysypujemy na blachę do pieczenia i wkładamy do nagrzanego do 170 st. piekarnika. Pieczemy ok. 20 minut. 
Zaglądajcie do piekarnika od czasu do czasu i przemieszajcie granolę, żeby równo się przypiekła. Wyciągnijcie, gdy pięknie się zazłoci. Wystudźcie i lekko połamcie, jeśli skleiła się w zbyt duże kawałki. A potem dodajcie suszone owoce i wszystko razem dobrze wymieszajcie. 
Dla amatorów jeszcze większej dawki słodkiego - czekoladowe wiórki będą przysłowiową kropką nad i. :)
Granolę przechowujcie w szczelnie zamkniętym pojemniku, by nie straciła chrupkości.
A potem cieszcie się pysznym, zdrowym i pożywnym śniadaniem - granola dodana do mleka albo jogurtu plus świeże truskawki albo maliny - czy może być coś pyszniejszego na początek dnia? :)
U nas sprawdza się jeszcze pogryzana na sucho, gdy mamy ochotę na coś słodkiego. :)





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 RYŚKA DOMOWA , Blogger