Postanawiam: będę egoistką!

Zbliża się nieubłaganie. Nadchodzi wielkimi krokami! Już wita się z gąską! Nowy Rok! Ten symboliczny moment - żegnania starego i witania nowego - skłania wielu z nas po pierwsze do podsumowań, pod drugie do robienia planów i składania przyrzeczeń.



I ja, gdzieś między "mamo, wody", a "mamo, bajkę", między zamiataniem paprochów z podłogi, zmienianiem pieluchy, smażeniem jajecznicy i szorowaniem patelni po niej, też zaczęłam robić postanowienia. 

Różne były. 
Że w końcu regularnie sport uprawiać będę, żeby te kijki do nordic walking, które znalazłam pod choinką, nie stały w kącie i rdzewiały.
Albo chociaż w trakcie kąpieli dzieci potowarzyszę Ewie Ch. w pracy nad swoim charakterem, czego skutkiem ubocznym będą wypracowane muskuły oraz płaski brzuch i jędrne pośladki. 

Że będę czytać więcej książek. Nie dziecięcych, tych mam w nadmiarze.
Na babskie magazyny, gazety, nawet ulotki rzucam się jak szalona, kiedy tylko mogę, w trakcie drzemki Franka, chwili, gdy dzieciaki oglądają bajkę albo bawią się bezkolizyjnie bez konieczności mojej interwencji (rzadkość, niestety).
Ale marzy mi się, żeby tak ciurkiem książkę nie zarywając nocy, albo chociaż więcej niż dwie kartki przed snem przeczytać, nie zasypiając. Mieć na to czas. Luksus.

Albo że zgłębię tajniki photoshopa. Bo jeden wieczór, okazało się, to jednak za mało. A cuda takie tam można, że ho, ho!

Że tajniki fotografii zgłębię również. Przysłona, ISO i te sprawy.

Że ten fryzjer, kosmetyczka, koncert czy kino to częściej niż raz na pół roku. I może z mężem randka.

I lenistwo. Że czas na lenistwo znajdę. Na nic nierobienie. Na trwanie po prostu! :)

I spanie. Wyspać się! Koniecznie!

Mogłbym jeszcze o tym, że będę lepszą mamą, czy partnerką. Ale wszędzie trąbią, że jak JA będę szczęśliwa i spełniona, to JA będę lepszą mamą i żoną.
Jakoś tak wyszło, że wszystkie moje postanowienia sprowadziłam do tego, żebym to JA znalazła czas dla siebie (albo raczej go wyszarpała).

Bo przy tym planowaniu nie zapomniałam podsumować mijającego roku. I doszłam do wniosku, że tego JA, JA, JA było u mnie za mało. Że wszystko zawsze ważniejsze, a JA na końcu. Że muszę jeszcze nauczyć się nie zapominać o tym JA, żeby potem nie było AJAJAJAJAJ.










2 komentarze:

  1. Powodzenia w realizacji postanowień:D Bo dobrze prawią, o siebie trzeba dbać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki! :) mam nadzieję, że zapału wystarczy mi na dłużej niż tydzień ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 RYŚKA DOMOWA , Blogger