Dzieciaki, błagam, dewastujcie!

Na podwórku pod jabłonią miałyśmy "domek". Robiłam "ciasto" z piasku i ze zwędzonego komuś jajka. Była też zupa z wody i mąki kukurydzianej, też zwiniętej z maminej kuchni. Potem był domek w krzakach bzu, a jeszcze później wypasiona willa z pelet z kilkoma pokojami.




Do wieczora bawiliśmy się w chowanego, jeździliśmy na rowerach, graliśmy w piłkę i robiliśmy wilkowozy (niech mnie ktoś zabije, ale za cholerę nie wiem, skąd ta nazwa) z plastikowych koszyków, do których doczepialiśmy kółka od starych wózków dla dzieci. Potem pruliśmy z górki w tych wilkowozach albo ciągnęliśmy się nawzajem rowerami. Budowaliśmy szałasy w lesie i graliśmy w klasy.
Wspominam swoje dzieciństwo jako jedną wielką zabawę z dzieciakami z sąsiedztwa, a potem z klasy. Był oczywiście telewizor i odtwarzacz dvd, które z siostrą katowałyśmy, bo rodzice pracowali i po powrocie ze szkoły byłyśmy same, ale najlepsza zabawa i tak była na dworze i w towarzystwie innych dzieciaków.

A potem nastała era komórek, które na początku były jakimś luksusem i wypasem, by z czasem stać się czymś zupełnie normalnym i powszechnym. Później doszły te wszystkie tablety i laptopy.

Swój pierwszy telefon mobilny kupiłam, gdy byłam na studiach. Używany, turkusowy ericsson, którego bateria wyczerpywała się po kilku godzinach, a smsów czasem nie mogłam odczytać, bo tekst, nie wiedzieć czemu, zamieniał się w jakieś chińskie znaczki. Komputer rodzice kupili, gdy musiałam pisać pracę magisterską. Nigdy nie zapomnę tego internetu z tp, który zawieszał się co drugi dzień i nie można go było odpalić. Zachłysnęłam się tym wirtualnym światem, wiadomo. Jednak wciąż żyłam bardziej w realu. Laptop zamarzył mi się, gdy już pracowałam. Długo czekał zanim go uruchomiłam.

Dziś wszędzie widzę dzieciaki z tabletami, które rodzice wręczają im, by nie przeszkadzały w restauracji albo na imprezie u znajomych. Grające w jakieś gry na komórkach. To maluchy. Nastolatkowie siedzą niby w swoim towarzystwie, a każde w swoim telefonie i słowa nie potrafią ze sobą zamienić.  Albo spotykają się wirtualnie, każdy przed swoim kompem. Grają w gry i prowadzą "rozmowy".

Ostatnio jeżdżę sporo komunikacją miejską i zauważyłam, że pierwsze co robimy po wejściu do autobusu to włączamy telefony. Moja mama często ubolewa nad tym, że teraz to nikt już ze sobą nie rozmawia. Kiedyś w pociągach toczyły się dyskusje, dziś każdy szuka jak najbardziej odosobnionego miejsca i wbija wzrok w swój telefon albo tablet. Pokolenie "pochylonych głów", które coraz większy problem ma z komunikacją międzyludzką.

Na tym tle cieszy mnie widok naszej osiedlowej gromady dzieciaków. Gdy tylko robi się cieplej, a dzień  wydłuża, wylegają na dzielnię z rolkami, piłkami, rowerami, lalkami i wózkami. Jestem pewna, że każde z nich ma w domu do dyspozycji telefon, komputer, iPad, telewizor. Ale wygrywa chęć bycia z rówieśnikami, potrzeba prawdziwego, nie wirtualnego kontaktu. Wspólnej zabawy, a nie uskuteczniania strzelanki na ekranie.

A wczoraj na fejsie przeczytałam taki oto komunikat wypisany na komputerze i (domyślam się) powieszony gdzieś na tablicy:

Prosimy rodziców Julii o posprzątanie pomiędzy budynkami (tu numery) po radosnej sobotniej twórczości córki. Jeśli macie Państwo problem z zakupem kartek papieru dla Julii na twórczość plastyczną to my pomożemy.
Podpisane: Mieszkańcy mamy nadzieję czystego i niezdewastowanego osiedla (pisownia oryginalna).

Ja w okresie wiosenno-letnim kupuję kredę na kilogramy, a nasz podjazd, chodnik i ulicę dzieci "dewastują" regularnie. Efektem tego są malowidłami, które uważam za najpiękniejsze na świecie. Czasem wnosimy je na butach do domu, ale co tam. Niech ta dewastacja, na świeżym powietrzu i w towarzystwie kumpli, trwa jak najdłużej! Wolę, żeby dziecięce głowy pochylały się nad chodnikiem niż nad tabletem. 

6 komentarzy:

  1. Przyznam się szczerze, że ja też nazbyt często pochylam się nad swoim smartfonem. Czasem aż czuję się tym zmęczona. W jakimś stopniu jest to już uzależnienie. Jak telefon jest pod ręką, to mnie kusi, żeby zajrzeć na Allegro albo ulubione blogi. Ale na szczęście dla przeciwwagi mam książki. I w pociągu czy autobusie jednak wybieram czytanie. Co do akcji z malowaniem kredą i oburzeniem autorów udostępnionego na FB ogłoszenia - mam nadzieję, że najedli się wstydu, kiedy sprawa nabrała rozgłosu i inni rodzice zorganizowali się spontanicznie, żeby malować ze swoimi dziećmi kredą. Niestety, te nasze polskie nowoczesne osiedla, często jeszcze strzeżone, to getta dla nowobogackich, którym wydaje się, że są jakąś elitą i mogą dyktować warunki. Ja bym za żadne pieniądze nie chciała mieszkać na takim osiedlu, gdzie wszystko jest sterylne, a sąsiedzi udają, że się nie znają. My z Rozalką malujemy sobie kredą na tarasie i na drzwiach garażu i to nam odpowiada. Bardzo podoba mi się hasło ostatniej reklamy Ikea, że nie musi być perfekcyjnie, żeby było idealnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, ja komputer tez mam czesto pod reka, ale jednak staram sie go sobie dozowac (choc, kucze, to czasem takie trudne:). jak uda mi sie przeczytac ksiazke ciurkiem to jest jakies swieto lasu (ostatnio, gdy lezalam chora jakies dwa miesiace temu), ale gazety kupuje namietnie i staram sie chociaz tak nadrabiac :) a w autobusach to wole gapic sie za okno albo na ludzi :D tez uwielbiam to haslo z reklamy ikea, a u moich dzieci wisi na scianie obrazek z sentencja: life does not have to be perfect to be wonderful. podobne :)

      Usuń
    2. Od przyjaciółki dostałam jeszcze taką mądrą myśl: You were born not to be perfect, you were born to be real. Dzisiejszy post Julii Rozumek o czasie pewnie już czytałaś. Przepiękny! Płakałam jak głupia czytając go. Julka zawsze wywołuje we mnie takie emocje, bo to co pisze jest tak cholernie prawdziwe, choć czasem takie trudne do zrealizowania... Buziaki :-*

      Usuń
    3. przebiegłam tylko wzrokiem, wrócę pewnie do niego, jak będę miała wolniejszy wieczór. buziaki i nie rycz, mała ;)

      Usuń
  2. Bo dzieciństwo ma być przeżywane na dworze! Z butów potem się wysypują kilogramy piasku, wszystko brudne w kredzie i trawie, parę siniaków i guzów, ale stąd się przecież biorą fajne wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam sie! ciekawe, co niektore nastolatki beda wspominac za kilkanascie lat ze swojego dziecinstwa, zaciemniony pokoj i monitor komputera... ? :/

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 RYŚKA DOMOWA , Blogger