Hania. Pięć lat minęło!

Nie wiem, czy to ta jesień, która przyszła znienacka, czy fakt, że Hania poszła do szkoły. Czy może Jej piąte już urodziny. A może to wszystko razem nastraja mnie melancholijnie. I mimo że codzienna krzątanina nie sprzyja zatrzymaniu i refleksjom, to czuję podskórnie, że właśnie definitywnie zamykamy jakiś etap.




Gdy wieczorem, po szaleństwach w wannie i skakaniu po łóżkach, dzieciaki w końcu się wyciszają, zamykają oczy i próbują zasnąć, ja mam chwilę, by nagapić się do woli na ich buzie i zastanawiać nad ulotnością rzeczy, miejsc, ludzi.
Bo przecież dopiero co gapiłam się tak samo na maleńką, słodką buzię Haneczki. Była wyjątkowo ciepła wrześniowa niedziela, świeciło słońce, a ona leżała w szpitalnym łóżeczku i patrzyła przez okno. Spokojna taka i zdystansowana. Jakby przychodziła na świat codziennie! :) Często martwię się, że nie zapamiętam każdego jej słowa, miny czy uśmiechu. Ale ten obraz będę miała w głowie zawsze. Od tego momentu nic już nie było takie samo.

A teraz? A teraz ta buzia ma swoje zdanie, pyta jak to się dzieje, że wydobywamy z siebie głos, umie powiedzieć parapet (-Mamo, Franek, wszedł na parapet! Mamo, słyszałaś, powiedziałam dobrze parapet! :)), stołówka i instrukcja.
Śmiga na hulajnodze tak, że nie mogę jej dogonić, wspina się na najwyższe wieże, tworzy najpiękniejsze obrazki, które podpisuje swoim imieniem. Zaskakuje mnie mądrością, spostrzegawczością, poczuciem humoru, troskliwością. I obok tej mojej radości, że coraz bardziej jest samodzielna, tym razem pojawia się ukłucie smutku, że pewne rzeczy pozostaną już tylko wspomnieniem.

Moja Hania. Zanim się obejrzę, będzie dorosła. Czas tak szybko płynie... Za szybko. Sto lat, córeczko! Rośnij... wolniej! :)












2 komentarze:

  1. Sto lat, Haneczko! Rośnij zdrowo i szczęśliwie, spełniaj marzenia i rozjaśniaj świat swoim uśmiechem. Uściski od nas i od Rozalki :-) Mnie też, Madziu, trochę wytrąca z równowagi, że Rozalka tak szybko rośnie... za chwilę pójdzie do szkoły i potem już czas pogna jak oszalały. Ale przynajmniej cieszę się, że zostałam z nią w domu i nie uroniłam żadnej chwili. Kiedy Rózia ma napady złego humoru czy buntu i zaczynam tracić cierpliwość, myślę sobie: przecież ona za chwilę będzie miała naście lat i swoje sprawy, a wtedy zatęsknię za tą złością 3-letnią i ciągłym "mama, mama!" Tak więc wiem, co czujesz... I łączę się z Tobą w macierzyńskiej melancholii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziekujemy! wiesz, ja tez codziennie ciesze sie, ze moglam zostac dziecmi w domu. i choc czasem naprawde mam ochote urwac glowe sobie albo im, to wiem, ze nic lepszego nie moglo mnie spotkac i nic lepszego nie moglam dac swoim dzieciakom:) a z uplywem czasu trzeba sie pogodzic, niestety :) ja juz marze o tym, ile ksiazek przeczytam, kiedy w koncu troche luzniej sie zrobi :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 RYŚKA DOMOWA , Blogger