Pierś? Naturalnie!

Karmię Franka piersią ponad dwadzieścia jeden miesięcy. To stosunkowo długo. W tym czasie zaczął chodzić i nauczył się pierwszych słów. Kilka razy, wspólnie z nami, leciał samolotem, zaliczył nie jedno spotkanie w gronie naszych znajomych, bywał na basenie, pływał łódką, jadł w restauracji. Wszystko to w towarzystwie mojego "cyca". Karmiłam go w naprawdę wielu nieoczywistych miejscach, choćby jadąc kolejką linową nad Tamizą, a ostatnio płynąc po Biebrzy w kajaku. Karmiłam go miejscach publicznych w Anglii, Polsce, Francji, Grecji i na Malcie.



To dlatego, że chcemy żyć, na ile to możliwe z małymi dziećmi, jak do tej pory. Co oznacza, że sporo podróżujemy, dalej i bliżej, wychodzimy do ludzi. I to właśnie fakt karmienia piersią ułatwiał i umożliwiał mi wiele razy nieplanowane wyjścia bez konieczności szykowania butelki, sztucznego mleka, przegotowanej wody.

W tym czasie nikt nigdy nie zwrócił mi uwagi, że karmienie jest niestosowne. Nikt nigdy nie powiedział tego wprost, nie zauważyłam też wścibskich albo zgorszonych spojrzeń. Może dlatego, że niespecjalnie zwracałam uwagę na reakcje innych, gdy karmiłam, lub może dlatego, że starałam się robić to dyskretnie. I nigdy nie spotkałam kobiety, która karmiłaby piersią ostentacyjnie. Wiecie dlaczego? Bo dla matki karmiącej piersią swoje dziecko jest to tak normalne, organiczne i naturalne jak oddychanie. Twój maluch jest głodny albo spragniony, więc po prostu zaspokajasz jego potrzebę. Proste.

Choć moment odstawienia Franka od piersi zbliża się wielkimi krokami, to uważam, że jest to jedna z najwspanialszych rzeczy, których zaznałam jako matka.
Nie muszę dodawać, że również ekonomiczna, wygodna i najlepsza dla dziecka.

Moja, kilka razy już wspominana, ciocia Wandzia za każdym razem, kiedy karmię Franka w jej towarzystwie, z rozczuleniem mówi, że to najpiękniejszy widok na świecie.
Gdy z ośmiotygodniowym synkiem wylądowałam w szpitalu z powodu zapalenia oskrzeli, jedna z pań, sprzątających naszą salę w trakcie pory karmienia małego, przystanęła i z uśmiechem aprobaty przyglądała się nam.

Dlatego, gdy czytam wypowiedź byłego europosła Marka M., dla którego nie ma różnicy pomiędzy karmieniem dziecka piersią a, wybaczcie, "pierdzeniem, szczaniem i charkaniem" to nie wiem, czy jestem bardziej oburzona czy zażenowana.

A tych, których tak gorszy obraz mamy karmiącej piersią niech się w swoim obrzydzeniu spróbują przemóc i spojrzą przez chwilę na ten niecny proceder. Czy naprawdę tak okropny jest ten wystający kawałek skóry, który widać? Bo przecież ten obleśny, tak przerażający niektórych sutek można zauważyć tylko wtedy, gdy kobieta przystawia i odstawia dziecko od piersi. A wprawna mama potrafi zrobić to w mig i naprawdę tak, że nikt nie zauważy. A nawet jeśli, wystarczy po prostu odwrócić wzrok i zająć się sobą.

W tym samym czasie włączam telewizor, otwieram gazetę i zewsząd atakują mnie niestety jednoznaczne reklamy epatujące golizną i seksem. Pół biedy, gdy jest to reklama biustonoszy i wyginająca się w nienaturalnej wyzywającej pozie kobieta (przecież każda z nas tak właśnie przymierza bieliznę, prawda?), co innego gdy jest to reklama usług budowlanych z panią w kasku na głowie, z młotem w dłoni, w krótkich szortach i bluzce z dekoltem sięgającym niemal do pępka.

Bo przecież chęć sprzedania czegokolwiek jest wystarczająco dobrym powodem do pokazania cycka.
Ale już  konieczność nakarmienia dziecka nie...






2 komentarze:

  1. Świetny tekst, Madziu! Podpisuję się pod nim obiema rękami! I cycami ;-) Uwierzysz, że ja karmię już przeszło 38 miesięcy i póki co nie zanosi się na zakończenie tego procederu. Zgodnie z ideą rodzicielstwa bliskości, którą staram się - lepiej lub gorzej - ale wcielać w życie, powinno się karmić tak długo, dopóki dziecko tego potrzebuje. I pozwolić dziecku zadecydować, kiedy chce się pożegnać z cycopojem. Mam nadzieję, że moja pijawka odstawi się przed pójściem do szkoły ;-) Cyc to dla niej przytulak, pocieszacz i czasoumilacz. Mówi na niego "cycuszeczek" :-) I to jest takie słodkie. Mój mąż twierdzi, że ja też jestem od tego uzależniona. Chyba trochę jestem :-) Bo to jest magia po prostu. Doznanie metafizyczne. Pamiętam, jak zaraz po porodzie przystawili mi Rozalkę do piersi. A miałam cesarkę, więc nie byłam aż tak wymęczona, choć wiadomo, jak to po operacji, kiedy jest się oszołomionym po znieczuleniu. Jak Rozalka zaczęła ssać, to ogarnęła mnie błogość i cudowna senność. Było mi dobrze, jak nigdy dotąd. Teraz już tak błogo nie jest, bo uścisk trzyletniej szczęki to nie przelewki, ale ciągle jest to dla mnie przyjemne doznanie.
    Tak jak piszesz, karmienie piersią jest dla mnie tak naturalne jak oddychanie. I też karmiłam w różnych miejscach, nawet w kościele podczas mszy. Nikt nigdy nie zwrócił mi uwagi. Może dlatego, że też zawsze robiłam to w sposób możliwie najbardziej dyskretny.
    Osoby pokroju pana europosła, które wypowiadają podobne komentarze, to ludzie prymitywni. I to ich wypowiedzi można porównać do "pierdzenia, szczania i charkania". Gdyby mój mąż wypowiedział taki komentarz, dostałby w pysk i spotkalibyśmy się u adwokata. To szczyt szowinizmu i przedmiotowego traktowania kobiet. Jak kobieta się topless opala, to od razu znajdzie się grono podglądaczy, śliniących się na widok jej piersi. Ale jak tą samą piersią karmi dziecko, to już jest obrzydliwe. Spaczone, chore podejście do kobiecości! Uściski Madziu :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na szczęście takie myślenie to nie domena wszystkich.
      faceci to jedno, a wyobrażasz sobie, że zdarzają się przypadki, że jedna kobieta podchodzi do drugiej i ma pretensje o karmienie na forum!? dla mnie to niewyobrażalne!
      co się porobiło, że coś, co jest tak piękne i naturalne traktowane jest jako wynaturzenie? a z każdej lodówki i zza każdego rogu wyskakują nago odziane panie i nikogo to nie gorszy! masz racje, to szczyt szowinizmu i hipokryzji!
      a my robimy swoje, czyli karmimy! :) buziaki, kochana! :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 RYŚKA DOMOWA , Blogger