Idźcie w las!

Mówią, że najlepsze rzeczy w życiu są za darmo. I jeszcze, że ponoć mieszkanie w pobliżu drzew czyni ludzi bardziej szczęśliwymi. Piszę "ponoć", ale właściwie jestem tego pewna. Jeśli dodać jedno do drugiego, to mamy receptę na szczęście na wyciągnięcie ręki.


W naszej rodzinie tradycją są niedziele spacery. Gdy jeszcze mieszkałam w Polsce, skrzykiwaliśmy się po obiedzie i ruszaliśmy do lasu. Tak było przez całą jesień, zimę i wiosnę. Latem las przegrywał z jeziorem i plażowaniem.

Nie pamiętam, żebym na te spacery jako dzieciak kręciła nosem. Teraz to jest tak naturalne, że gdy chcę złapać oddech albo coś przemyśleć, nogi same prowadzą mnie do lasu.

Znam tę naszą okolicę na pamięć. Przeszłam ją wzdłuż i wszerz. Czuję się tu jak u siebie w każdym zakątku. Mogę spacerować wciąż i wciąż i nigdy mi się to nie znudzi. Zachwycam się zawsze tak samo. 

Latem las pachnie rozgrzaną żywicą, jesienią oszałamia kolorami liści i kusi obietnicą obfitego grzybobrania. Zimą schowany pod śniegiem zachwyca ciszą, a wiosną... Wiosną wszystko w nim jest najpiękniejsze. :) Jeśli dodać do tego zmieniające się pory dnia...
Las to dla mnie synonim szczęścia, radości. Jestem w lesie i jestem u siebie.

Pamiętam pierwszy wspólny spacer z moim mężem (wtedy jeszcze dopiero poznawanym) wśród drzew ze śniegiem po kolana albo poranek (znaliśmy się już trochę lepiej :), gdy po zbieraniu grzybów przysiedliśmy na jakiejś skąpanej w słońcu polanie i zajadaliśmy kanapki. Kuligi po leśnych ścieżkach, dekorowanie świerków bombkami w okolicy Bożego Narodzenia... Pielęgnuję te wspomnienia i przywołuję, gdy jestem w Londynie, w którym mnóstwo jest parków, ale tęskno mi do moich leśnych zakątków.

Staram się tym zachwytem nad naturą zarazić dzieciaki. Gdy jesteśmy tu, w Polsce, prawie codziennie idziemy w las. :) Hanka zwykle na początku trochę marudzi, ale zawsze szybko organizuje sobie czas. Patyki, korzenie, żuki, pajęczyny, grzyby, ślady zwierząt, a może sam zwierz, gdy nagle przebiegnie prawie przed nosem. Byle nie był to dzik! :) Naprawdę trudno się nudzić. :)

W trakcie tych naszych spacerów rzadko spotykamy innych spacerowiczów. Chyba że jest to pora grzybobrania. A szkoda, bo nasze lubuskie lasy są przepiękne. Wciąż nie mogę się nadziwić, że tak mało osób korzysta z tego darmowego dobrodziejstwa! 












































4 komentarze:

  1. Ja też uwielbiam las! W moich rodzinnych stronach w Kotlinie Kłodzkiej wydeptałam i przejeździłam konno wiele leśnych ścieżek. Tam dominowały świerki, było też sporo drzew liściastych. Dziś mieszkam na obrzeżach Puszczy Kozienickiej, gdzie las przypomina trochę nadmorskie wydmy - sosny na piachu przetykane głównie brzozami. Do stacji kolejowej mamy prostą jak strzelił 3-kilometrową drogę przez taki właśnie las. Jak pięknie sosnowo pachnie powietrze po deszczu! A jak spadł śnieg to czułam się, jakbym znalazła się w bajce. Jak Rozalka była mniejsza codziennie byłyśmy na spacerze w lesie. Dziś ma niestety fazę niechęci do wypuszczania się dalej niż do ogrodu, ale i wokół domu mamy sosny, więc ten las jest praktycznie na codzień. I wiesz, może to dobrze, że tak mało ludzi docenia las, że jest on taki mało komercyjny. Bo zrobiłoby się jak w Tatrach - zadeptaliby nam ten las. I gdzie by wtedy człowiek wytchnienie znalazł?...

    OdpowiedzUsuń
  2. pewnie masz rację z tą komercją, ale dla mnie to taka radość być w lesie, taka odskocznia i relaks, że dziwię się, że tak mało ludzi korzysta z tego leśnego bogactwa :) buziaki! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O, moje klimaty widzę, tez las uwielbiam totalnie:)
    Fajne zdjęcia, zwłaszcza te we wrzosach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki :) wrzosy piękne, ale oznaczają, że powoli skrada się do nas jesień. Oby polska złota! :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 RYŚKA DOMOWA , Blogger