W kuchni z dzieckiem i przepis na kruche paluchy

Myśląc o tym poście, próbowałam sobie przypomnieć wspólne gotowanie z mamą, gdy byłam dzieckiem. Jedyne co mi przyszło do głowy to pieczenie kruchych ciastek na Boże Narodzenie. Zagniatanie, wałkowanie, wykrawanie foremką, a potem maczanie wierzchniej strony surowych ciastek w białku i cukrze, i odkładanie ich na blachę. I znów zbieranie skrawków,  zagniatanie i wałkowanie. Uwielbiałam to. Zresztą do dziś nie mogę wyobrazić sobie świąt bez tych właśnie ciastek i sama robię je z Hanią.


Więcej takich wspólnych kuchennych sytuacji nie pamiętam. Nie wiem, czy to dlatego, że się do tego nie garnęłam, czy może mama nie miała na to czasu (jako osoba pracująca zawodowo). Ale też nikt nas (mnie i siostry) z tej kuchni jakoś specjalnie nie wyganiał. Nie było takich typowych zajęć pt. "to teraz coś razem upichcimy". Raczej nasze przyglądanie się, obecność. Lubiłam patrzeć jak mama kroi energicznym ruchem ciasto na makaron, a potem przesypuje go mąką i podrzuca przesiewając przez palce. Pamiętam podjadanie farszu na ruskie pierogi i to jak sprawnie mama je sklejała, robiąc palcami falbankę.

Dziś lubię gotować i często robię to wspólnie z Hanią. Ona za tym przepada. Gdy była malutka sadzałam ją na blacie i przyglądała się temu, co robię. Z czasem zaczęła pomagać mi w drobnych czynnościach, a dziś zapytana, wie, jak zrobić kotlety schabowe (mąka, jajko, bułka tarta), potrafi wybijać jajka i zawsze pyta mnie z wyższością i znawstwem, czy posoliłam olej, gdy coś smażę (słyszała kiedyś radę mojej teściowej à propos pryskającego oleju).

Wiadomo, gotowanie z dziećmi wymaga sporo czasu i cierpliwości. Rozsypana mąka, rozlana śmietana, brudne blaty i podłoga. No i my! :) Trzeba wziąć na to poprawkę. Wszystko trwa trzy razy dłużej, sprzątania jest w bród, ale korzyści jest wiele.
Bo przecież spędzamy wspólnie czas, uczymy się miar, liczenia, nazw produktów... No i niejadek na pewno chętniej spałaszuje to, co sam przed chwilą przyrządził.
Dzieci naprawdę to lubią, bo przecież gmeranie rączką w misce z mąką jest bardzo przyjemne, tak samo jak przyjemne jest zagniatanie ciasta.
Ja Hankę traktuję jak równorzędnego partnera w gotowaniu. Serio. Chętnie pomaga mi we wszystkim, coraz sprawniej jej to idzie i cieszę się, że zaraziłam ją pasją gotowania. Bo chyba tak już mogę o tym mówić.

A dziś przepis na paluchy z ciasta francuskiego, które Hanka uwielbia zarówno piec, jak i jeść. :) Bardzo proste i smaczne, w sam raz na pierwsze dziecięce próby pichcenia. Na piknik, jako przegryzka, dodatek do zupy.

Potrzebujecie:
- arkusz ciasta francuskiego (szukajcie takiego bez oleju palmowego)
- jedno żółtko
- ziarna słonecznika (nie uprażone)

Rozwinięte ciasto smarujemy rozkłóconym żółtkiem, posypujemy słonecznikiem. Delikatnie wałkujemy, żeby ziarenka przywarły. Ciasto kroimy wszerz na pół, a potem wzdłuż na paski o szerokości ok. 1,5 cm. Każdy pasek delikatnie skręcamy i układamy na blaszce do pieczenia.
Wstawiamy do piekarnia rozgrzanego do 200-220 st. C na 15-20 minut. Ja zawsze zaglądam kilka razy i wyciągam, gdy paluchy są już zrumienione.

Robimy jeszcze wersję ze startym żółtym serem, u nas świetnie sprawdza się cheddar.

No, to małe rączki do dzieła! :)














2 komentarze:

  1. Ale apetycznie!
    Dzieciaki w kuchni razem z chaosem wnoszą mnóstwo radości:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. radość jest wprost proporcjonalna do chaosu! :))

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 RYŚKA DOMOWA , Blogger