Wiocha moja kochana

Odkąd na świecie jest Hania, wakacyjne miesiące spędzamy w mojej rodzinnej wsi. Dla jednych luksusem jest pięciogwiazdkowy hotel albo superfura, a dla mnie fakt, że od lasu czy pól dzieli nas jakieś sto metrów, na krzakach wiszą porzeczki i maliny, a poranną herbatę piję na tarasie z widokiem na maminy ogródek.



Pamiętam, że w liceum doskwierało mi to, że nie mieszkam w mieście. Żeby zdążyć do szkoły na 7.30 musiałam wstawać dwie godziny wcześniej i łapać autobus o 6.00. Najeździłam się tym PKS-em, że ho, ho. Podobnie na studiach. Gdyby to zsumować, uzbierałyby się setki godzin. Potem już, gdy odwiedzałam koleżanki ze studiów w wynajmowanych mieszkaniach w blokach nie mogłam sobie wyobrazić, że można tak mieszkać całe życie. Bez własnego podwórka, przestrzeni, z tuptającym od szóstej rano sąsiadem nad głową i odgłosem spłukiwanej w toalecie wody kilka pięter wyżej.

Im byłam starsza, tym bardziej doceniałam urok naszej wioski, bliskość przyrody. 
Ci, którzy czasem tu zaglądają pewnie zauważyli, że choć mieszkamy w Londynie, to chyba ani razu nie pisałam o typowo londyńskich atrakcjach. Sama to ostatnio zauważyłam. Mieszkając w mieście ciągle szukam kontaktu z naturą, więc zamiast tułać się po ulicach centrum (co zdarza nam się, ale naprawdę rzadko) wolimy jechać nad rzekę, na wieś, czy do parku.

Moje wakacje to ganianie od rana do wieczora po dworze z dzieciakami z naszej ulicy. Zabawy w podchody, granie w siatkówkę, jazda na rowerze, urządzanie domków w krzakach... To najlepsze wspomnienia jakie mam i cieszę się, że moje dzieci też mają szansę tego doświadczyć.

Wczoraj rano, gdy obudził mnie dźwięk jadącego ulicą traktora przez chwilę poczułam się jakbym cofnęła się do dzieciństwa. Plus szczekające psy - odgłos, którego nie uświadczysz w Londynie.

Przed nami dwa miesiące wioskowych atrakcji. Spacery ścieżkami, które nigdy mi się  nie nudzą, obrazy, za którymi tęsknię będąc daleko...





























Na zdjęciach, oprócz Hani i Franka, moja siostra ze swoim synkiem, Leosiem i nogi mojej mamy. :)

























2 komentarze:

  1. Cieszę się Madzit, że tak bardzo doceniasz uroki życia na wsi. Widzę także zachwyt dzieci dot.kwiatów polnych, swobody i wolności. Tak trzymać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no jasne, ze doceniam! nigdzie nie jest tak pieknie jak u nas :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 RYŚKA DOMOWA , Blogger