Wsi angielska...

To była wyprawa z cyklu: "jedźmy gdzieś, byle nie siedzieć w domu". :) Ustaliliśmy tylko, że chcemy pospacerować nad Tamizą. Prześledziliśmy bieg rzeki na mapie i na chybił-trafił postanowiliśmy pojechać do Goring. I to był strzał w dziesiątkę!




Ale zanim o celu naszej wycieczki, to słowo o angielskiej wsi, w której jestem zakochana. 
Wystarczy wyjechać z Londynu (my zwykle kierujemy się na zachód) i porzucić autostradę, a już pędzimy wąskimi, mniej lub bardziej krętymi drogami. Krajobraz za oknem zmienia się, raz są to rozległe pastwiska, na których pasą się owce, konie albo krowy, innym razem otaczają nas drzewa tworzące naturalne, przepiękne tunele. Mijamy  zadbane, wręcz wychuchane wioski i miasteczka. Ja co chwilę pokazuję palcem kolejny urokliwy dom.
Bo to, co mnie zawsze najbardziej urzeka to właśnie zabudowa, tak inna niż w miastach - wolnostojące domy z czerwonej cegły, czasem wręcz olbrzymie posiadłości, o jakich mieszkańcy stolicy Anglii (przynajmniej ci mniej majętni) mogą pomarzyć. Wtedy wejścia strzeże reprezentacyjna brama z tabliczką, na której widnieje nazwa domu. 
Albo dla odmiany, bardzo stare domostwa z niskim stropem, maleńkimi oknami usytuowanymi blisko ziemi. Przepiękne, urokliwe, jak z bajki. :) Często, patrząc na linię dachu można zauważyć, jaka jest pofałdowana, no i okna wcale nie mają kątów prostych. :) Do tego wypieszczone ogrody, równo przystrzyżone trawniki i żywopłoty. W każdej wiosce obowiązkowo pub - centrum życia towarzyskiego, w którym pojawiający się nie-tubylcy witani są przeciągłym i ciekawskim spojrzeniem (zdarzało nam się tego doświadczyć). :)

A samo Goring... Nie różni się właśnie od typowej, uroczej angielskiej wsi. Położone jest nad Tamizą, siedemdziesiąt kilometrów na zachód od Londynu, w hrabstwie Oxfordshire. 
Sąsiaduje ze Streatley, które znajduje się na drugiej stronie rzeki. My przeszliśmy przez most i w pierwszej chwili nawet nie zauważyliśmy, że jesteśmy już na terytorium innej wsi. 
Prawie każdy dom usytuowany w centrum miejscowości zasługuje na uwagę. Mimo, że pogoda nie rozpieszczała, to przespacerowaliśmy się po Goring i Streatley, posłuchaliśmy "koncertu" z jednej z wież kościelnych (naliczyliśmy ich cztery), przeszliśmy się wzdłuż rzeki, no i zjedliśmy obiad z widokiem na nią w kafejce Boat (Streatley). Z radością odkryliśmy pierwsze zwiastuny wiosny w postaci żonkili i krokusów. Wyobrażam sobie, jak pięknie musi tam być, gdy świeci słońce, woda w rzece skrzy się w jego promieniach, pnące się po domach wisterie kwitną...

Jeśli chodzi o oficjalne rekomendacje to koniecznie muszę dodać, że malowniczo położone Goring on Thames zostało uhonorowane tytułem "Wieś roku południowej Anglii" 2009/2010 roku (jak możecie dojrzeć na jednym ze zdjęć).  Tyle gadania, zapraszam na fotorelację! :)














































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 RYŚKA DOMOWA , Blogger