Wielkanoc w wersji light

Nie było sześciu rodzajów ciast, pasztetów, bigosów, korowodu sałatek. Był za to wspólny czas spędzony bez nerwowych przygotowań i odhaczania z obłędem w oczach checklisty.


Odkąd jestem panią na swoich włościach, w okolicy świąt (Bożonarodzeniowych i Wielkanocnych) odczuwam przyjemne podniecenie połączone z niepokojącą gonitwą myśli. Razem z panem na włościach planujemy menu, prezenty, ja zastanawiam się nad dekoracją domu. Ten etap jest miły i niesie obietnicę fajnych, rodzinnych świąt zorganizowanych na tip-top. Bo przecież dobra organizacja gwarancją sukcesu! Bo kto jak nie my! :)

Niestety w trakcie przekuwania naszych planów w czyny zwykle robi się nerwowo. Wyścig z czasem trwa i nie nastraja nas pokojowo. :) Do Wigilii albo śniadania wielkanocnego siadamy spóźnieni, Tomek na ostatnią chwilę doszywa guzik do marynarki, ja w biegu maluję paznokcie, czarne chmury zbierają się nad naszymi głowami i nierzadko kończy się to wszystko wielką burzą.

Tym razem było inaczej. Przede wszystkim  od razu stwierdziliśmy, że dajemy na luz z przygotowywaniem jedzenia, którego zwykle i tak jest za dużo. Potem, na finał jest wielkie obżarstwo i dojadanie resztek przez następny tydzień. Albo wielkie marnotrawstwo.

Nie było tradycyjnego, rytualnego mycia okien i wiosennego porządkowania szaf. Był za to czas na pieczenie ciastek z dziećmi, na wspólne niespieszne dekorowanie domu. I na spacery.
Na cieszenie się swoim towarzystwem i słońcem, które łaskawie pojawiło się po deszczowym tygodniu.

Przed Bożym Narodzeniem pewnie znowu dopadnie nas przedświąteczna gorączka, ale to dopiero za pół roku, zdążymy się przygotować... :)



























3 komentarze:

  1. Wspaniały relaks przed Wielkanocą.
    Jeszcze spokój blisko Odry ale to tylko kwestia czasu jak cała przyroda się obudzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie mój mąż skutecznie stopuje w perfekcjonistycznych zapędach. Święta to przede wszystkim wspólny czas, a nie stół uginający się od żarła i mieszkanie na błysk. W tym roku Wielkanoc spędziliśmy u tesciów, więc był totalny luz.

    OdpowiedzUsuń
  3. zgadzam sie i gratuluje meza :) trzeba sie hamowac, zeby w tym przedswiatecznym pedzie nie zwariowac! z czasem ucze sie ze mniej sprzatania i stania przy garach rowna sie wiekszy relaks i radosc z bycia razem. co prawda trzeba zatykac buzie tej wewnetrznej perfekcyjnej, ale to da sie zrobic :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 RYŚKA DOMOWA , Blogger