Jak w kinie

"Sto jeden dalmatyńczyków", "Jeździec bez głowy" i "Zerwane zaręczyny". To tylko kilka z wielu  filmów, w których "zagrało" Hambleden. Sprawdziliśmy dlaczego! :)



Tak, tak, krowy w tle na zdjęciu to nie przypadek! Znowu porzuciliśmy miasto. :) Jednak, o ile Goring, w którym byliśmy w zeszłym tygodniu (czytaj tu) to wieś, o tyle Hambledon to już naprawdę wioseczka. Sam "rynek" to dosłownie kościół, poczta połączona ze sklepikiem, ratusz i pub. Czyli wszystko, co jest do życia potrzebne. :) Stwierdziliśmy z Tomkiem, że gdyby usunąć zaparkowane na ulicach auta i słupy energetyczne miałoby się wrażenie podróży w czasie. I chyba, między innymi, dlatego ta wioska cieszy się taką popularnością wśród filmowców. Nie trzeba wielu zabiegów, by na ekranie uzyskać scenerię z XIX i początku XX wieku. Przy tym jest ona tak malownicza i urokliwa, że moim zdaniem nic tylko krzyczeć: "Kamera! Akcja!" I kręcić! :)
Piękne domy zbudowane z czerwonej cegły i krzemienia. Góruje nad nimi wieża dwunastowiecznego kościoła Świętej Marii, która ma aż osiem dzwonów! Weszliśmy do środka i wiecie, co przykuło moją uwagę?! Nie witraże w oknach, czy ołtarz, tylko pozostawione w każdej ławce poduszki! Istna feeria barw i wzorów! :) No, i to właśnie ten kościół został wykorzystany w ekranizacji powieści Agathy Christie "Zerwane zaręczyny" ("Sad Cypress").

Hambleden położone jest w sercu przepięknej doliny, wśród łąk i pagórków, 50 kilometrów na zachód od Londynu. Nic dziwnego, że tu swój początek ma wiele tras spacerowych, a jedną z nich jest ta prowadząca z Hambleden do Medmenham. Liczy pięć i pół mili, wiedzie przez lasy, brzegiem Tamizy, po drodze mija się także inne urokliwe wioski. I wraca do punktu wyjścia, bo jest to tzw. circular walk.
Widzieliśmy wielu amatorów wędrówek z plecakami, mapami w dłoniach i brudnymi trekkingowymi butami. :) My sami nie przeszliśmy tej trasy, ale obiecaliśmy sobie jeszcze tam wrócić i to zrobić.

Tym bardziej, że nie zwiedziliśmy wszystkich okolicznych atrakcji, a warto odwiedzić:
* pobliskie Henley znane z odbywających się co roku letnich regat w wioślarstwie
* Chiltern Valley Winery and Brewery - rodzinną winiarnię i browar w Chiltern
* Marlow - miasteczko, my lubimy je od dawna, bo Tomek zwykle tu wędkuje

Co jeszcze? Oczywiście nie obyło się bez spaceru nad rzeką. Hambleden nie jest położone nad samą Tamizą, musieliśmy cofnąć się do Mill End. A tam kładka, którą przeszliśmy na drugą stronę rzeki. Wrażenie jest niesamowite, bo pędząca woda robi taki hałas, że nie można ze sobą rozmawiać. Na zdjęciach możecie też zobaczyć samochód, z którego sprzedawane są lody. Tak! Sezon na nie najwyraźniej się rozpoczął! :) My też uroczyście go zainaugurowaliśmy. :) Takie auta to częsty element angielskiego krajobrazu, można spotkać je w miastach i na wsiach.

I jeszcze słowo o obiedzie, które zjedliśmy w Marlow. Jako, że była to niedziela, zamówiliśmy tradycyjne angielskie danie, które serwuje się w restauracjach i pubach tylko w ten dzień tygodnia, czyli Sunday roast. Składa się z pieczonego mięsa (wołowina, kurczak, wieprzowina) i  ziemniaków, gotowanych albo pieczonych warzyw (marchew, brokuły, pasternak, groszek, modra kapusta). I jeszcze jeden ważny dodatek - yorkshire pudding, czyli upieczone w specjalnej blaszanej foremce ciasto podobne do naleśnikowego. Do tego tradycyjny gravy, czyli sos z pieczeni, i gotowe! :)




























6 komentarzy:

  1. Cudnie pod każdym względem.Czuję się tak jakbym tam była razem z Wami.Poduszki są fantastyczne.

    OdpowiedzUsuń
  2. dostaniecie wszytskie takie poduszki pod choinke;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ bym chciała w takiej wiosce mieszkać... Uwielbiam takie klimaty! Dlaczego polskie wsie tak nie wyglądają? :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rzeczywiscie naszym wioskom daleko do tych wymuskanych i wypieszczonych angielskich wioseczek. ale tez to sie chyba powoli zmienia :) zaleta jest tez to zwykle blisko jest stacja pociagu i do londynu mozna dostac sie migiem. zalety zycia na wsi polaczone z praca w miescie. :)

      Usuń
    2. Ja mieszkam na wsi na Mazowszu, jakieś 70 km od Warszawy, nad Pilicą, wśród lasów. Ogólnie miło i zacisznie. Tylko w sezonie letnim ściąga tu do nas kupę letników ze stolicy i wtedy ruch samochodowy jak w mieście. A po letnikach zostaje kupa śmieci w przydrożnych rowach i w lesie. Ot, smutna polska rzeczywistość i "wyższa kultura" ludzi z miasta.

      Usuń
    3. w anglii to nie do pomyslenia. chyba tak jakos jest ze wszyscy tam czuja sie odpowiedzialni za wspolne dobra. a u nas jeszcze troche czasu pewnie minie zanim bedziemy dbac o wspolne jak za swoje. choc swojego tez czesto nie szanujemy...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 RYŚKA DOMOWA , Blogger