Ale jazda!

Uwielbiam patrzeć na amatorów białego szaleństwa pędzących po ośnieżonych trasach. Odwieczny konflikt narciarzy i snowboardzistów nie ma żadnego znaczenia. I jedni, i drudzy wyglądają wtedy imponująco i hipnotyzująco. Nie można oderwać od nich wzroku. A jeśli dodatkowo człowiek wygrzewa się w pełnym słońcu i popija grzane wino... Ech, chwilo trwaj! :) 



Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że narciara ze mnie marna. Przyjemność szusowania (duże słowo! :) odczuwam tylko na stokach, których nachylenie nie przekracza pięciu stopni. ;) W naszym domu mistrzem nart jest Tomek i to on każdego roku ciągnie nas tam, gdzie stoki są baaaardzo strome. We francuskie Alpy. Tym razem tydzień spędziliśmy w La Foux w Val d'Allos.

Szczerze mówiąc jeszcze kilka miesięcy temu na myśl o tej wyprawie dostawałam gęsiej skórki. Nie, nie boję się śniegu i mrozu. Nie mam też fobii orczykowej. :) Powodem była niechęć Franka do jazdy samochodem. Co ja mówię! To dziecko wręcz nienawidziło jeździć autem i dawało temu wyraz po każdych pięciu minutach od przekręcenia kluczyka w stacyjce. Płaczem i krzykiem dawało wyraz, tak, że można było zwariować, a każda najkrótsza nawet podróż stawała się męczarnią. I dla niego, i dla nas. Na szczęście to już chyba za nami, bo kilkunastogodzinną wyprawę (w każdą stronę) Franio zniósł nadspodziewanie dobrze. A Hanka to rakieta, jej wystarczy widok za oknem i podśpiewywanie, wtedy może jechać nawet na koniec świata. Gdyby tylko wcześniej dawała znać, że musi do toalety... :)
W pogotowiu mieliśmy całą torbę zabawek, przekąski, ulubioną płytę z muzyką, kredki i kolorowanki, nawet monitory, które zakłada się na zagłówki siedzeń oraz bajki do nich. Wszystko to zdało egzamin i podróż upłynęła nam w miarę bezproblemowo i przyjemnie.

A na miejscu tony śniegu i przyjemna temperatura trochę poniżej zera. Widoki takie, że zapiera dech w piersiach. Tu naprawdę można zakochać się w zimie. :)
Tomek śmigał na nartach, my ujeżdżaliśmy sanki. No i pierwsze próby narciarskie ma też za sobą Hania. Czas pokaże, czy poszła w ślady ojca i połknęła bakcyla, czy raczej wdała się w matkę, narciarską ignorantkę. A może ja też jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa! O!



























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 RYŚKA DOMOWA , Blogger